Jest Robótka 2016 do zrobienia!!!

Kochani i kochane, dziś wpis nietypowy. Albowiem zapraszam Was do niezwykłego miejsca, pełnego nieoszlifowanych diamentów. Gdzie świat ma inne reguły, takie bardziej humanitarne, a dobre słowo jest na wagę złota. Zapraszam was do Niegowa, do Domu Pomocy Społecznej.

Dlaczego jest to szczególny adres, bliski memu sercu, mimo żę nigdy tam nie byłam? Bo kiedyś cała ta akcja uratowała mi Święta. Tak, tak. Wśród całego zamieszania związanego z etykietą obdarowywania i przygotowywania prezentów, które wzbudzały jakieś dziwne odczucia wśród ludzi dookoła mnie, pojawili się oni. Damy i Kawalerowie, których cieszy otrzymanie dobrego słowa wypisanego w pośpiechu grudniowym. Którzy mają serca wielkie.

Chcecie poczuć znów magię Świąt? Wiem, banał. Ale uwierzcie mi, nie ma przyjemniejszego uczucia w sercu, niż myśl, że nasza kartka świąteczna wywoła czyjś uśmiech i nieskrępowaną radość, będzie trzymana w trzęsących się z emocji rękach i czytana rozbieganym, radosnym wzrokiem. Sorry, mnie bardzo łatwo w życiu uszczęśliwić. Szczerością.

Dlatego zapraszam Was do udziału w Robótce. Na czym to polega? Wysyłamy kartki konkretnej osobie (piękny opis wszystkich Dam i Kawalerów jest na stronie), a jeśli chcemy możemy dołączyć jakiś prezent. Tyle. Więcej informacji TUTAJ. Warto, polecam ja – Ewa :)

Co w tym roku mój syn dostanie na Święta?

Jeśli oczekujecie moodboard’ów z zabawkami, to czeka Was rozczarowanie. Jeśli wyglądacie pomysłów DIY i nowych wykroi na maskotki – też będziecie zawiedzeni. Długi weekend i internetowy rozpęd świąteczny nasunął mi kilka przemyśleń. Tak, biję się w piersi i sypię popiół na głowę, ale po kolei.

Macierzyński dobiegł końca, niosąc ze sobą milion pytań: co dalej? Co dalej z moim dwulatkiem, który potrzebuje mojej uwagi? Co z pracą, którą lubię? Co z kredytem, mieszkaniem na wykończeniu, mężem w rozjazdach? Na spokojnie (mąż) i mniej spokojnie (ja) doszło do kompromisu: mamy super przedszkole, które Bunio lubi (i Panie, które go noszą na rękach – dosłownie), ja mam swoją pracę, mam swoją szyciową odskocznię, mam swoje przyjaciółki i nasze babskie kawy, mam wspierającego mężczyznę u boku. Czysta idylla.

Do czasu. Aż zorientowałam się, że mojemu synowi czegoś brakuje. Mnie. Długi weekend uświadomił mi jedno – nie ważne gdzie, ważne z kim. Nie musimy szwendać się po mieście w poszukiwaniu atrakcji. Nie musimy jeździć na dalekie wycieczki. Nie chodzi o super zabawki i kolejne auto do kolekcji. Mój syn pragnie mojej obecności. Nie połowicznej, wisząc na telefonie i odpisując na maile.

Na Święta chce: „dinozaura. I mamę, i tatę” – rodziców którzy nie będą zbyt zajęci, by pograć w berka. Albo udawać niedźwiedzie. Dlatego w te Święta nie będzie idealnego porządku. Nie będzie kilkugodzinnego stania w kuchni. Nie będzie biegania po sklepach.

Będzie czas dla nas. Dla naszej trójki i bliskich nam ludzi. Będziemy biegać po domu jak stado niedźwiedzi. Albo dinozaurów.

Dziecka nie da się rozpieścić miłością. Nie kupuj mu zabawek z powodu Twoich wyrzutów sumienia. Nie ucz, że rzeczy materialne są w stanie zastąpić relacje. Jeśli mogę dać coś mojemu synowi, to nas. Prawdziwe rodzinne Święta.