Jeden wykrój – 4 możliwości. O modyfikacjach gotowego szablonu

Obserwując fora szyciowe, co raz padają pytania o modelowanie gotowych form. Z drugiej strony: wymarzyłam sobie coś, skąd wziąć wykrój. A czasem naprawdę niewiele trzeba – wystarczy podstawowy szablon, na podstawie którego możemy otrzymać pożądany efekt.

Także dzisiaj będzie o tym, jak z jednego wykroju można uszyć 2 różne bluzy, sukienkę i lekki płaszczyk. W wersji dziecięcej, bo takie było akurat zapotrzebowanie, ale podstawowe zasady są uniwersalne, również w szyciu dla dorosłych.

Baza: wykrój na bluzę z kapturem z rękawem raglanowym, z bloga Brindille & Twing (polecam również wykrój na podstawowy t-shirt!)

1. Bluza z zamkiem bez kieszeni

Wystarczyło skroić przód z oddzielnych części, z zapasem na zamek (ok. 1,5 cm). Uszyłam  pod koniec ubiegłego lata, dopiero teraz jest w użytku i jeszcze trochę z niego nie wyjdzie :)

2. Bluza bez kaptura

Pojawiła się niedawno i wzbudziła trochę entuzjazmu, szczególnie u Bunia :) Zamiast kaptura zrobiłam szerszą plisę ze skosu.

3. Sukienka

Powstała z okazji wyszywania resztek zapasów. Chciałam nadać jej linię A, dlatego poszerzyłam wykrój od wycięcia pach i zaokrągliłam dół. Zamiast kaptura – lamówka z tego samego materiału. Z racji, że szyłam z materiału nierozciągliwego, a wykrój dedykowany jest dla dzianin, w jednym ze szwów zostawiłam kilku centymetrowe pęknięcie, zapinane na guziczek. Dodatkowo kieszonka z przodu, bo czegoś mi jeszcze brakowało.

4. Płaszczyk

Tym razem kaptur się przydał :) Z widocznych modyfikacji nastąpiło: z tyłu dodanie kontrafałdy, a z przodu zapasu na zapięcie na guziki, które jeszcze się nie wybrały :) Wymodelowałam dół – przedłużyłam ok. 8 cm z tyłu, tworząc jedną płynną linię z krótszym przodem.

Jak widzicie – warto mieć sprawdzone, dobrze skonstruowane szablony, z których można wiele wyczarować. Oczywiście metodą prób i błędów, bo chociaż nie każde kombinowanie się udaje (możecie poczytać o tym tutaj), to jest naprawdę dobrą lekcją. Ogranicza nas tylko wyobraźnia!

Plany ubraniowe na sezon jesienno-zimowy – darmowe wykroje do pobrania!

Magia nowego fotela, deszczowa pogoda i podziębione dziecko w domu nie sprzyja siedzeniu przy maszynie w mojej oazie ciszy i spokoju. Czujemy się dzisiaj tak:

Ale nie próżnuję, planuję i szukam, więc pokażę Wam moje pomysły na poskromienie jesienno-zimowej garderoby.

Do podstawowych jeansów i ciepłego swetra zawsze przyda się ciekawa bluzka – koniecznie wzorzysta. Fason do wyboru, do koloru: podstawowy t-shirt, z obniżonym ramieniem lub z dużą zakładką z przodu. Na bazie tych wykroi możesz szaleć, szczególnie dwa pierwsze są u mnie w ciągłym użyciu – po odpowiednim przedłużeniu w prosty sposób będą sukienką :)

Do tego koniecznie bluza, z ciepłym szerokim golofowym kołnierzem, idealna dla takich zmarźlaków jak ja!

Z dołami niestety nie poszaleję. Z racji pracy i trybu życia jeansy i dresy są podstawą mojej szafy. Wpadł mi kiedyś jednak wykrój, który nie daje o sobie zapomnieć: uwielbiam ten fason spodni! Zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia gustu, ale o takowych podobno się nie dyskutuje. Choć ja zawsze jestem otwarta na dyskusję :)

A że „coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta’ i ciężarówka Coca-coli krąży już po internetowej przestrzeni, trzeba zatroszczyć się o jakąś sukienkę. Wybór padł na ten model, który już uszyty czeka na zdjęcia. Do tego niezawodny basic, może uda się wyrobić do końca grudnia?

Na deser zeszłoroczna duma i owoc wzdychań kilku osób, czyli ciepły płaszcz z kapturem. Moja wersja ma podszewkę z polaru, dzięki czemu dzielnie wypełnia swe zadanie w największe zawieje śnieżne (że nie było zimy w tamty roku? A śnieg był? To była i zima) :)

A Wy macie swoje typy na tę (jakże nie uroczą) porę roku? Jeśli macie ciekawe wykroje podzielcie się, razem oswoimy zimę! :)

Walę w tynki, czyli 14 lutego w naszym domu

Spędziłam bez męża. W sumie tak jak i pierwszą rocznicę ślubu. Oraz większość ślubów znajomych. Niestety, bycie żoną technika scenicznego ma swoje minusy. Ale gdyby nawet był w domu, nie obchodzilibyśmy tego „święta”. Dlaczego? Mój M. stwierdził kiedyś, że trzeba żyć tak, aby Walentynki były częściej niż raz w roku. Bo co to za trudność tego jednego dnia okazywać sobie miłość, zasypywać czerwonych szajsem z supermarketu, wtrąbić niecenzuralną ilość czekoladek i zapłacić 2x więcej za lekko zdechłą wiązankę róż?

Jestem szczęściarą, która ma Walentynki regularnie co jakiś czas. Bez okazji dostaję kwiaty. Nie potrzebuję „święta”, by zrobić/dostać kolację we dwoje. No i „kocham Cię” słyszę codziennie. A czasem nawet częściej. Dlatego też z lekką dozą szyderstwa i z szacunkiem do ludzi nie przebywających w związkach, nie emanujemy w tym dniu wylewnymi wyznaniami na portalach społecznościowych.

Ale kwiatka i tak mogę sobie kupić, czyż nie? Zaskoczona byłam, gdy na czerwonym dziś stoisku florystycznym w supermarkecie buszowało stado kobiet i pojedyncze osobniki męskie. Przypadek? :) Więc kwiatka mam, gdyż na obecnym metrażu dotychczasowe rośliny, ktorym udało się przeżyć pod moją opieką, stanowią nieliczną grupę. IMG_20160214_214243

I mam też sukienkę. Żeby przypadkiem nie zrobiło mi się smutno z powodu dzisiejszej samotności, uszyłam sukienkę-w-godzinę. Tzn. trzeba dodać krojenie i czas, gdy moje dziecko stwierdzało, że beze mnie nie ma żadnej zabawy. Ale na szczęście są jeszcze Buniowe drzemki, czas bezcenny. Kilka miesięcy temu dostałam materiał, w którym nie mogłam siebie wyobrazić. A że wzór mało chłopięcy, na Bunia też średnio by pasowało. IMG_20160214_213523

Ale wczoraj wieczorem dostałam natchnienia. Ta dam! Oto i ona, sukienka-w-godzinę: IMG_20160214_214119

Okazało się, że kwiatkowe „cudo” ma niezwykle urodziwą lewą stronę, co bezczelnie wykorzystałam. Na podstawie wykroju bluzki Papavero, który przedłużyłam i dopasowałam do szerokości bioder powstała prosta, lekko trapezowa sukienka z obniżoną linią ramienia. Dekolt wykończyłam tak jak w t-shirtach, żeby nadać jej trochę lekkości.

IMG_20160214_214146

Jedyną ozdobą jest metka z tyłu, bo jak się lansować, to się lansować. IMG_20160214_213642

Tak więc życzę dziś Ci, droga czytelniczko/czytelniku, by Twoje Walentynki były też częściej niż raz w roku. Nie będę pisać pompatycznych słów na temat miłości, powiem tylko jedno: mów, że kochasz. I postępuj z miłością. <3 <3 <3