Jak znaleźć idealne buty, czyli kilka faktów o płaskostopiu wśród dzieci

Codziennie, z racji zawodowych, spotykam się z problemem płaskostopia u dzieci. Gdy na początku roku szkolnego robimy badania postawy naszych przedszkolaków okazuje się, że przeszło 90% ma mniejsze lub większe spłaszczenie naturalnego wysklepienia stopy!

DSC_0485

Płaskostopie jest stanem, gdy naturalne łuki stopy ulegają zmniejszeniu. Dzieje się tak w wyniku osłabienia mięści, które powinny utrzymywać fizjologiczne wysklepienie. Dlaczego? Przyczyn może być wiele, między innymi zbyt wczesne stawianie nieświadomego niczego dziecięcia na nogi, gdy układ mięśniowy nie jest jeszcze na to gotowy. Nieprawidłowe wysklepienie stóp może skutkować koślawością stawów skokowych (gdy ścięgna Achillesa „lecą” do wewnątrz) lub/i koślawością kolan. W praktyce przekłada się to na zaburzenia funkcjonalne. Brzmi groźnie? Na własnym przykładzie: kilka lat joggingu, kolana zawsze cierpiały, płacząc po każdym dłuższym treningu. Był stretching, terapia manualna, zaklejanie taśmami. Potem pomyślalam o odpowiednim, indywidualnie dobranym obuwiu. Okazało się, że biegam jak koślawa kaczka. Nie wiem do dnia dzisiejszego, jak nie przewróciłam się o własne kolana, ale jakoś udało mi się przeżyć i zakupić buty, które prawidłowo ustawiały stopy podczas biegu. Kolana przestały boleć. Nikt nie wyleczył zwyrodnień, nie dodał moim stawom brakującej mazi. Cała kończyna dolna została ustawiona w sposób funkcjonalnie poprawny i ową funkcję mogła bezboleśnie spełniać.

Ale wracając do dzieci – warto zaopatrzyć je w odpowiednie obuwie, by zapobiegać zamiast leczyć. U dzieci przedszkolnych i szkolnych najważniejsze będzie dobranie odpowiednich kapci, w których spędza większość dnia w jednostce edukacyjnej.

DSC_0483

Na co zwrócić uwagę, kupując buty? Oto 5 najważniejszych cech idealnego obuwia:

- odpowiednio wyprofilowana wkładka wewnętrzna, która ustawia stopę w prawidłowej pozycji, stymulując mięśnie odpowiedzialne za utrzymywanie prawidłowego wysklepienia,

- ustabilizowana pięta, która zapobiegnie koślawemu ustawieniu stawów skokowych,

- luz w noskach, aby palce stóp nie były zbyt mocno ściśnięte,

- elastyczna podeszwa, która pozwala mięśniom pracować podczas chodzenia,

możliwość samodzielnego wkładania i zdejmowania przez niezwykle niezależnego kilkulatka.

DSC_0490 (Kopia 1)

Mission impossible? Zanim zaczniesz się czuć jak Tom Cruise, lawirujący między sklepowymi półkami, niosę dobre wieści. Znaleźliśmy kapcie, które zadowoliły wymagającą matkę – fizjoterapeutę i lekko wybrednego syna – gimnastyka. Slippersfamily to polska firma, która tworzy prawdziwe cuda. Dobrej jakości skóra i oryginalny design, przy zachowaniu wszystkich wspomnianych więcej cech obuwia idealnego. Jeśli chcesz się przekonać zajrzyj tutaj. Kilka świetnych modeli jest aktualnie w promocyjnej cenie! :)

DSC_0487

Pamiętaj, że wkład w odpowiedni rozwój fizyczny Twojego dziecka w przyszłości zaprocentuje. Uwierz mi na słowo – zapobieganie jest zdecydowanie tańsze niż późniejsze leczenie.

Wpis powstał we współpracy z marką Slippers Family.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Aaaa, kotki dwa…. Czyli co zrobić, by nasze dziecko lepiej spało

Jak sprawić, by dziecko spało? Gdy jest niemowlakiem, nocne pobudki są naturalną sprawą, jednak w miarę upływu czasu powinno być coraz lepiej. Powinno, a często nie jest. Więc jeśli twoje dziecko ma już kilka lat, a ty wciąż nie wiesz jak to jest przespać całą noc – zobacz, co możesz zrobić, by ułatwić wam wszystkim nocne życie. Przetestowaliśmy kilka sposobów, dzięki którym ilość nieprzewidzianych pobudek spadła drastycznie. 

1. Jaki dzień, taka noc

Na szkoleniu w OA uświadomiono nam dobitnie, że wydarzenia z dnia mają kolosalny wpływ na nocny odpoczynek. Wyobraź sobie, że od rana wszystko idzie pod górę. Na dodatek tuż przed snem pokłociłaś się z mężem/chłopakiem/przyjaciółką/rodzicem – powiedzieliście sobie kilka słów za dużo. Leżysz już w łóżku, wszystkie słowa i emocje kotłują Ci się w głowie. Zaśniesz spokojnie? No chyba że jesteś moim mężem, ale to przypadek potwierdzający regułę :)

Od kiedy Bunio poszedł do przedszkola, dbamy by nasze popołudnia były naprawdę dobre. Taki czas, w którym jest rodzina, jest zabawa w chowanego, czasem wspólne oglądanie bajek, robienie kolacji… A nawet wspólne szycie! Bunt na widok wanny? Zamieniliśmy słowo kąpiel na zabawa w wodzie. W naszej łazience możesz znaleźć wszystko, włącznie z miskami i strzykawkami. Dzięki temu obowiązek zmienił się w przyjemność. Dodatkowo warto zaserwować odpowiednią ilość śmiechu przed snem. Niech baterie się naładują!

2. Odpowiednia ilość ruchu w ciągu dnia

Wiem, wiem, mam małego hopla na punkcie aktywności ruchowej dzieci (zawodowego!). Ale powiem jedno – dziecko jest dzieckiem i wybiegać się musi. Ordery dla wszystkich babć i cioć zajmujących się maluchami, ale jak słyszę „nie biegaj, bo się spocisz” to mnie coś trafia. Także kupujemy dziecku parasol i nawet w deszcz – chociaż na 10 minut na spacer!

*** Na marginesie powiem Wam, że poprzedniej zimy byliśmy jedynymi użytkownikami placów zabaw na całym osiedlu. No i nie zdziwiłabym się, jakbym znalazła na YouTube nagranie mojego dziecka brodzącego w kałuży wielkości słusznej, która była główną atrakcją poprzedniego, deszczowego lata.

3. Odpowiednie warunki do snu

Czyli nie przegrzewamy dziecka! Nasz wiercipiętek od zawsze śpi bez kołdry, więc w sezonie zimowym nakładamy mu po prostu cieplejszą piżamę, rezygnując z opatulania pod sam nos. Tak samo kontrolujemy temperaturę w pokoju. I oczywiście wietrzenie! Smog smogiem, ale powietrze w domu w sezonie grzewczym jakością też nie grzeszy. Próbuję też wprowadzać więcej zieleni, jako naturalny filtr powietrza, ale w natłoku obowiązków zawsze zapominam o podlewaniu, no i jakoś tak wychodzi, a raczej więdnie…. Ale kiedyś w końcu to ogarnę! :)

4. Białe szumy

Czy działają? Pewnie nie na wszystkie dzieci. U nas numerem 1 jest inhalator. Używamy go regularnie, robiąc inhalacje z soli fizjologicznej w celu wyczyszczenia noska przed snem. Ale przecież nie będziemy katować biednej maszyny, po kilka godzin na dobę, bo jej mały silniczek tego nie zniesie. Zaczęłam szukać innych rozwiązań: puszczania białego szumu z laptopa („mamo, a może bajka?”) lub telefonu („mamo, kto dzwoni?”), które bardziej rozpraszały niż usypiały Bunia.

Przypadkiem znalazłam Szumisia, który przede wszystkim zachwycił mnie wizualnie – genialny pomysł i perfekcyjne wykonanie. Ale czy sprawdzi się przy prawie trzyletnim dziecku? Postanowiliśmy spróbować. Po kilku tygodniach mogę stwierdzić, że była to dobra decyzja. Nie musimy wstawać przy każdym przebudzeniu, Szumiś uruchamia się sam i szumi przez 60 min. Dzięki temu z 5-6 pobudek nocnych, doszliśmy do 1. Jest różnica, prawda? Tej ostatniej nie jesteśmy już w stanie chyba uniknąć, bo gdy nasz syn przychodzi do nas nad ranem, tłumacząc że on chce się tylko przytulić, bo nas kocha… Nie mam serca zamknąć mu drzwi przed nosem :)

Jeśli jesteś rodzicem, który nie pamięta już jak to jest przespać całą noc, pamiętaj że będzie lepiej. Nie jest łatwo, szczególnie jak masz świadomość, że za 3 godziny musisz wstać i spędzić dzień w pracy, w której nikt nie zrozumie powodu Twojego zmęczenia. Spójrz na Wasz dzień oczami dziecka i postaraj się zrozumieć Jego emocje. A za kilka lat nie zapomnij o 3 w nocy wejść do łóżka swojego nastoletniego już dziecka i poinformować (wystarczająco głośno, by obudzić cały pion), że życzysz sobie cieplutkie kakao. I to w trybie natychmiastowym! :)

Wpis powstał we współpracy z firmą Szumisie Szumiące Misie.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Dziecko vs restauracja – czy ten plan może się udać?

Odwieczny konflikt, który dotyczy zarówno dzietnych, jak i tych za dziećmi nie przepadających. W internetowych dyskusjach lecą iskry, uprawiane są wzajemne skoki do gardeł oraz emocjonujące pojedynki na epitety określające stronę przeciwną. Więc jak to jest z tymi dziećmi w restauracjach? Wypada czy nie?

Okiem rodzica. Dziecko, jako pełnoprawny członek rodziny, ma prawo uczestniczyć w posiłku poza domem. Jednak zdajmy sobie sprawę, że nie każda restauracja czy kawiarnia jest miejscem, które jest przystosowane do dzieci. Chyba że twój dwulatek potrafi siedzieć przez godzinę w miejscu, kulturalnie uczestnicząc w stonowanej rozmowie. Mój nie umiał i nadal nie umie.

Wyjścia są dwa. Po pierwsze: wybieranie miejsc z kącikiem dla dzieci, w którym możemy zabawić naszą latorośl. Jeżeli restauracja reklamuje się posiadaniem takowego, daje nam jasny sygnał, że dziecię może przyjść z nami. Gorzej, jeśli owy kącik to dwie zabawki na skrzyż, bo i takie się zdarzają. Dlatego warto mieć w torebce książeczkę, najlepiej w ilości sztuk kilka, i podstawowe rozeznanie, w które miejsca warto zajrzeć. A jeśli jesteśmy na wyjeździe – warto spytać w hotelu o miejsca przydatne dzieciom. Opcja nr 2 – jedzenie na wynos lub wyjście bez dziecka. Też się sprawdza! :)

Okiem nie-rodzica. Też byłabym wytrącona z równowagi, gdyby podczas randki zamiast głosu swojego towarzysza, słyszałabym wisk i pisk, pochodzący z paszczy rozżalonego dwulatka. Szczególnie gdy pora już wieczorowa, dziecko zmęczone i marudne, a rodzice niezbyt przejęci całą sytuacją. Ba, może nawet zwróciłabym im uwagę – o ile dziecię nie przebywa w kąciku mu przeznaczonym. Więc jeśli za istnieniami poniżej 15 roku życia nie przepadam, wybieram resturacje owego kącika pozbawione.

Bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że pracuję jako nauczyciel – całe moje wielkie serce i okrągły tydzień pracy wypełniony jest słodziutkimi dziećmi. Może mam problem, o którym chciałam porozmawiać z przyjaciółką, a zebranie myśli w duchu zabawy w berka między stolikami graniczy z cudem. A może mój towarzysz ma plan, ukryty razem z pierścionkiem w kieszeni marynarki i zaraz wypowie zdanie, które na zawsze odmieni moje życie? A potem dostanie po twarzy kawałkiem przeżutego kotleta, wystrzelonym z katapulty krzesełka dziecięcego…

Tak więc równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana, a każdy kij ma dwa końce. Zarówna jedna i druga strona ma swoje argumenty. Dziecko trzeba uspołeczniać, ale nie kosztem innych. Uczyć dobrych manier i zachowania przy stole, ale adekwatnie do wieku. Umieć krytykować i przyjmować krytykę. A do tego dodać trochę empatii międzyludzkiej. Może jestem idealistką, ale wierzę, że uda znaleźć się kompromis.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Niezawodny sposób na wszystkie nerwy domowe. Zastosuj od dziś!

Generalnie nie obchodzę Walentynek. Ale przy okazji rozdmuchanego przez centra handlowe święta kiczu i czekoladek postanowiłam podzielć się z Wami czymś, czego uczę się w ostatnim czasie. O niezawodnym sposobie na wszystkie nerwy domowe. Przetestowany na dwóch mężczyznach w wieku 32 i 3 lata. Działa na obu. Chcecie go poznać?

Każdy człowiek ma swoje potrzeby. Potrzebę zaspokojenia głodu, poczucia bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności do grupy – można wymieniać i wymieniać. Nie mówię o potrzebie posiadania nowego auta, ale o fundamentach naszego jestestwa. Teraz porównajmy nasze potrzeby ze sposobem wychowania, który był w użyciu 30 lat temu, zwany pieszczotliwie zimnych chowem. Jasne, nie wszyscy sztywno trzymali się zasad i były matki, które kierowane instyktem zaspokajały podstawowe potrzeby emocjonalne swojego potomstwa, ale generalnie dzieci miały być grzeczne. Jakim sposobem – mniej istotne, liczył się cel. Piszę to bez żalu, albowiem rodzice nasi działali w najlepszej wierze, kierowani miłością, stając i tak w liberalnej pozycji względem swoich rodziców. Takie czasy, taki model wychowania. Dziś mamy internet, psychologów, mnóstwo poradników, chustonoszenie, co-sleeping i wychowanie bezstresowe.

I dorosły te dzieci, stworzyły swoje związki i rodziny, a potrzeby pozostały. W większej lub mniejszej mierze, niezaspokojone. Niestety, czasu nie cofniemy, ale świadomość sytuacji może naprawić wiele w naszych relacjach.

Przypomnij sobie sytuacje, w których zdażyło Ci się dziś stracić równowagę, podnieść głos lub „terapeutycznie” zaklnąć pod nosem? Masz? A teraz pomyśl: w tej stresowej sytuacji podchodzi do ciebie bliska Ci osoba (mama, przyjaciółka, chłopak, mąż, syn – wybierz właściwe) i po prostu Cię przytula. Bez słowa.

Przetestowałam. Głównie na sobie. Działa w większości przypadków, chociaż amerykańscy naukowcy mogliby podważyć moją metodologię badań. Ale jedno jest pewne – wprowadzenie większej ilości przytulania nikomu nie zaszkodzi. Spróbujesz?

Ps. Zastanawialiście się kiedyś, skąd popularność akcji typu „free hugs”? :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Co robić z kilkulatkiem w domu? 5 pomysłów na spędzenie czasu z małym dzieckiem

Kto nie musiał spędzić ostatnich dni z chorym dzieckiem w domu, ten jest szczęściarzem. Jeśli udało Ci się uchronić przed grypą, sprzedaj mi proszę swój sposób  :) A jeśli, tak jak my, zostaliście powaleni przez wirusy albo macie ferie i nie wiecie, co zrobić z czasem – łapcie pomysły!

1. Domowa piaskownica

Potrzebna będzie mąka i olej. Kilogram mąki wsypujesz do dużej miski. Dolewasz trochę oleju, mieszasz. Jeśli mąka nabrała konsystencji lekko mokrego piasku, dorzucasz foremki, łopatkę i zaciekawione dziecko. Jeśli, jak w słabym romansie, akcja się nie klei – dolej jeszczce trochę oleju. Proponuję omijać dywany, po co walczyć potem z odkurzaczem :)

2. Pieczątki z ziemniaka

pomysł stary jak świat (chociaż najpierw pomyślałam o sobie, bo to jedna z moich ulubionych zabaw z dzieciństwa) :) Generalnie malowanie farbami jest cudownie odprężające, zarówno dla dzieci i dorosłych. Jednak jeśli Twoje dziecko wykaże trochę inwencji twórczej, skończy się na pomalowanych odnóżach, podłodze, dywanie, a nawet psie. Tak więc ukierunkowanie zapędów artystycznych na kawałek bezbronnego warzywa wyjdzie na korzyść osoby sprzątającej (odchwytliwie nie użyłam słowa: matki) :)

3. Tor przeszkód

Nie może zbraknąć zabawy ruchowej! Zbuduj swój własny tor przeszkód. Możesz wykorzystać najprostsze rzeczy dostępne w domu i ułożyć własną historię, np:

- wskakiwanie na poduszki ułożone jak kamienie na wodzie,

- przejście po skakance, czyli linie zawieszonej nad przepaścią,

- przejście po desce opartej na książkach (nasz syn zrobił sobie nawet wyskocznię!), czyli spacer po moście,

- wskakiwanie w kałuże, ułożone ze sznurka koła,

- czołganie pod liną, zawiązaną między krzesłami,

- tunel z kartonu, a najlepiej kilku kartonów – hit poprzedniej zimy, kiedy po przeprowadzce mieliśmy ich tysiąc.

Pamiętaj tylko o względach bezpieczeństwa, każdą z przeszkód sprawdź dokładnie. Najlepiej osobiście :)

4. Szpiegowskie zadanie

Pamietacie z filmów o 007, czy innym Bondzie, laserowe zabezpieczenia? Trzeba było się dobrze nagimnastykować, by przez nie przejść. Zrób identyczne z papierowej taśmy malarskiej. W dość wąskim korytarzu, między ścianami zaczep taśme malarską, tworząc laserową sieć. Na pierwszy ogień niech idzie Tata. Może się okaże, że masz w domu James’a….. :)

5. Muffinki!!

Nasza ulubiona zabawa. Ehhhh :) :) :) Robienie muffinek ma jedną, niepodważalną zaletę – tego naprawdę nie da się zepsuć. Naprawdę. Mówi to osoba, która potrafi podać gościom zakalca oblanego nierówno galaretką. Z okazji urodzin teścia (dobrze, że mają jednego tylko syna i nie mam konkurencji) :) Zasada jest prosta, w jednej misce miesza się składniki suche, w drugiej mokre. Pierwszą dajesz dziecku, drugą ogarniasz sama. Dzięki temu niwelujesz poziom strat do rozsypanej mąki :)

Nie ma lepszego sposobu na budowanie relacji, niż czas spędzony razem. Nie zawsze musi być to coś wielkiego, czasem wystarczy kilka prostych i tanich rzeczy. Zdziwisz się, ile radości daje najprostsza zabawa w chowanego!