Mini szycie, część III. Rękawice kuchenne na odstresowanie wieczorne

Jak wygląda blogowanie, ale tak naprawdę? 20 minut szycia, 2 godziny pisania :) Ale mam dziś dla Was coś tak mega przyjemnego, że można zapomnieć o wszelkich trudach i znojach codzienności. Kolejny odcinek mini szycia. Ta dam! Dziś szyjemy rękawice kuchenne! :)

Jak zwykle wykorzystałam to, co było pod ręką:

Zużycie materiału – potrzebujemy 4 kawałków materiału w rozmiarze 22 x 35 cm. W dowolnej konfiguracji kolorystycznej. Warto jednak pamiętać, by jedna warstwa była izolacją wysokiej temperatury (gruba dresówka, polar, frotte). W gotowych produktach można znaleźć owatę, jednak osobiście nie polecam – słabo chroni przed gorącym, a pod wpływem gorącej temperatury traci wygląd i właściwości.

Krojenie – według zamieszczonego wykroju. Dodajemy tylko zapasy na szwy i jedziemy :) Pamiętaj o sprawdzeniu skali na wydruku!

cz. I + cz. II

Szycie:

1. Zaczynamy od warstwy wierzchniej. Składamy prawymi stronami do siebie i zszywamy. Warto ustawić dość gęstą stębnówkę. Strategicznym punktem jest kąt ostry u podstawy kciuka. Na wyciętej już tkaninie zaznaczamy jak głęboko ma sięgać szew. Gdy dochodzimy do tego miejsca, wbijamy igłę w materiał, podnosimy stopkę w górę i przekręcamy o ok. 90 stopni. Następnie robimy tylko jeden szew (do kolejnego wbicia się igły w materiał), znów podnosimy stopkę w górę i przekręcamy zgodnie z dalszym biegiem szwu:

2. Teraz drugi strategiczny moment. Musimy naciąć zapas szwu, by po wywróceniu na prawą stronę nie mieć falbanki. Nacinamy, zostawiając 2 mm do linii szwu.

Powinno wyglądać to tak:

Jeśli posuniemy się za daleko, to po kilku dniach używania będzie tak:

3. Nacinamy również wszystkie łuki, uważając by nie uszkodzić szwu.

4. Zszywamy warstwę wewnętrzną. Zostawiamy otwór. Nacinamy podobnie jak w poprzednich punktach.

5. Składamy obie warstwy prawymi stronami do siebie. Jeśli chcemy, dodajemy haczyk do zawieszenia (użyłam szlufki od spodni). Spinamy szpilkami i zszywamy i wywracamy na prawą stronę. Rozprasowujemy i zszywamy otwór.

Gotowe ;) Zostawiam Wam kilka zdjęć i przypominam nieśmiało o konkursie na Facebook’u!

Obrazek botaniczny DIY, czyli odrobina Skandynawii w naszej jadalnii

Latem wpadłam na taki pomysł. Zachwyciły mnie plakaty o tematyce botanicznej, tak pięknie wyglądają w jasnych, stonowanych wnętrzach. Więc może wymyślić swój własny projekt? Babcine paprocie nadawały się do tego idealnie, spójrzcie tylko:

IMG_20161008_095311

Jak to zrobić? Potrzebujemy:

  • ramka na zdjęcia, rozm. 30×40 cm, np. taka,
  • liście paproci lub innej rośliny, wedle uznania,
  • białe kartki wielkości ramki.

Cały sekret tkwi w odpowiednim wysuszeniu liści. Świeże rośliny układamy między stronami książki (można dorzucić arkusz papieru śniadaniowego dla lepszej chłonności), zamykamy. Obiciążamy np. innymi książkami. Ważne, by podczas suszenia nie przesuwać zawartości, by nie zniekształcić kształtu liści. Po ok. tygodniu możemy sprawdzić gotowość naszego botanicznego eksponatu.

IMG_20161008_095350 IMG_20161008_095337

Gdy wszystko jest gotowe, wkładamy białe papierowe tło i wysuszone liście do ramki. Gotowe :)

Jesteście ciekawi, jak prezentuje się we wnętrzu? Wnętrzu, które osobiście jest dla mnie sercem domu. Jadalnia, która wcześniej była oddzielną sypialnią, jest połączona z kuchnią. Dzięki temu zabiegowi możemy biegać w mieszkaniu w kóło, co młodsze pokolenie uskutecznia codziennie. Żeby zachować spójność z wystrojem kuchni, zdecydowaliśmy się na prostą graficzną tapetę. Co prawda cena sprawiła, że przez miesiąc odmawiałam sobie dodatkowych słodkości podczas codziennych zakupów (tak kochanie, masz mnie!), ale codziennie patrzę na nią z dumą.

DSCF0854DSCF0847   DSCF0926DSCF0915DSCF0938DSCF0944

Jedyne czego mi brakuje, to jasne krzesła. Obecne meble pochodzą z czasów, gdy niewiele interesował mnie szeroko pojęty wystrój wnętrz, a przemawiała strona praktyczna. A propos – ciemny stół bynajmniej nie należy do mebli praktycznych. Jednak da się z tego wybrnąć przy pomocy odpiewiednio dobranych tekstyliów. Z krzesłami jest trudniej, ale stan konta skutecznie przeciwstawia się kolejnym pomysłom :) Wierzę, że nadejdzie taki dzień gdy uda mi się zdobyć piękne stare, drewnianie PRL-owskie krzesła, które potraktowane jasną szarą farbą kredową…. Ech, rozmarzyłam się! :)

Dobry plan nie jest zły – kuchnia dla dziecka DIY

W końcu powstała. Wydumana i wymyślona, kuchnia dla mojego Bunia. Pomysł narodził się, od kiedy me dziecię wyrywa się do mieszania ze mną w garnkach i miskach. A że strona praktyczna podoba mi się niezwykle – w każdej chwili można ją złożyć i schować – postanowiłam stworzyć własny egzemplarz. Wykorzystałam białą bawełnę z dużej, białej poszwy i końcówki kolorowych, które pałętały się gdzieś po szafkach. Chciałam stworzyć jakiś przewodnik DIY, ale przy ilość modeli krzeseł dostępnych na rynku nie ma chyba możliwości zrobienia jednego wykroju. Dlatego opowiem Wam po kolei, co i jak, może komuś ułatwi to podjęcie wyzwania ;)

Wykrój i krojenie

Zaczynamy od zmierzenia i rozrysowania sobie wymiarów naszego krzesła. W sumie potrzebujemy 6 paneli: (1) tył oparcia, (2) przód oparcia, (3) siedzisko, (4) jeden bok, (5) drugi bok, (6) przód. Warto dodać trochę większe zapasy na szwy (2-3 cm), by mieć lekki margines bezpieczeństwa. Planujemy, co zrobimy na każdym panelu i jakich materiałów będziemy do tego potrzebować:

  • piekarnik (6): lamówka do obszycia brzegów, 2x materiał o wymiarach piekarnika + 2 cm zapasu z każdej strony; dodatkowo drzwiczki piekarnika postanowiłam usztywnić ociepliną;
  • kieszenie na przybory (4 i 5): 2x materiał o odpowiednich wymiarach;
  • palniki (3): 4 koła z filcu/polaru;
  • panel z chmurkami (2): materiał o odpowiednich wymiarach.

Warto wziąć kartkę i długopis i rozrysować sobie wszystko po kolei, tak by nie mieć potem strat w materiale :)

Szycie

Kolejność jest w sumie bardzo prosta: najpierw przygotowujemy poszczególne panele, potem łączymy wszystko ze sobą. Najwięcej zabawy jest chyba z piekarnikiem, wycięty otwór musi być o 2 cm mniejszy z każdej strony niż drzwiczki. Na zapięcie przeznaczyłam dwa zatrzaski, ale będę musiała zmienić je na rzepy, łatwiej dziecku zapiąć. Po obszyciu otworu lamówką, przygotowujemy drzwiczki. Jeden z materiałów, wierzchni, układamy na ocieplinie i pikujemy: przeszywamy równo stębnówką, np. poziomymi liniami. Dzięki temu drzwiczki będą ładnie trzymały kształt. Po skończeniu zszywamy ze sobą oba materiały złożone prawymi stronami do środka, zostawiając otwór na wywinięcie. Możemy obciąć rogi, delikatnie by nie uszkodzić szwu. Przewracamy na prawą stronę i rozprasowujemy. Przypinamy do panelu, sprawdzając ułożenie względem otworu piekarnika i zszywamy.

Panele boczne są polem do popisu, kieszenie i kieszonki mogą być najróżniejsze, zarówno wielkością, jak i przeznaczeniem. Ja zdecydowałam się na wąskie i długie po jednej stronie i dużą, pojemną po drugiej.

Na siedzisku naszywamy palniki. Dobrze wybrać filc lub polar, dzięki temu mają one swoistą „strukturę” i nie musimy obrębiać brzegów – materiały te nie będą się strzępić przy użytkowaniu.

Gdy mamy gotowe, roprasowane panele, spinamy i zszywamy wszystko w całość. Łączymy części tyłu (1) i przodu oparcia (2). Doszywamy siedzisko (3). Sprawdzamy na krześle, jakie mamy zapasy na szwy. Doszywamy do siedziska części boczne (4 i 5) oraz przód z piekarnikiem (6). Gdy wszystko nam pasuje (jeśli nie, to jest ostani moment, by zrobić korektę), zszywamy po kolei wszystkie pionowe szwy. Na koniec zaprasowujemy podwienięcie dołu i stębnujemy.

I gotowe! Może nie jest to najłatwiejsza rzecz, ale uwierzcie mi – dobre rozplanowanie pracy to więcej niż połowa sukcesu. A do tego dziecko, które śpi w miarę regularnie to reszta. A mi zostaje cieszyć się gotowanym na niby obiadem i radością wypisaną na twarzy mojego rozbójnika :)

DSCF0138DSCF0124 DSCF0122 DSCF0119DSCF0131 DSCF0066

Kuchenne ewolucje. Część I – podkładki pod garnki DIY

Kuchnia, czyli mój bastion. Wprowadzając się do nowego mieszkania od razu postawiłam sprawę jasno, że projektowanie i urządzenie kuchni będzie moją działką. Oczywiście M. został delikatnie włączony do całego procesu, bym nie musiała spędzać nocy na porównywaniu cech miliona piekarników czy okapów. Generalnie nasza kuchnia jeszcze niedawno wygłądała tak:

IMG_20160223_131151

Wprowadzając się „na szybko” większość rzeczy znalazła miejsce tymczasowe i dopiero teraz zaczynam powoli formować wszystko w jedną logiczną całość. Dużo jeszcze przede mną, nie widzę jeszcze w głowie wersji osatecznej, ale chyba to lubię najbardziej. Spontaniczność. Bo najbardziej oryginalne rzeczy znajduje się przypadkiem. A pomysły rodzą się z potrzeby, więc w miarę użytkowania nasza kuchnia nabiera kształtu.

Dziś stworzyłam, między pracą a obiadem, podkładki do kuchni. Zawsze jak robię większy obiad brakuje mi osprzętu do postawienia gorących naczyń na stole. A że Wielkanoc coraz bliżej, a zapach wiosny w powietrzu pobudza kreatywność… Tak, ja czuję wiosnę. Lub uparcie ją sobie wmawiam. Na jedno wychodzi :)

Wycinamy 3 koła tej samej wielkości. Jako wzór zazwyczaj wykorzystuję większa miskę/garnek/itp. Pierwsza warsta z grubszego materiału we wzorki (tu można poszaleć), druga z owaty, trzecia z materiału jednolitego (u mnie resztki jakiejś koszulki polo).

IMG_20160223_130725[1]

Spinamy dwie pierwsze warstwy. I tu zaczyna się zabawa! Pikujemy :) Zdaję sobie sprawę, że pikowanie jest tematem szerokim, z wieloma technikami pracy, więc my zrobimy to w najprostszy możliwy sposób. Przeszyjemy po konturach nadrukowanych wzorów nitką w identycznym kolorze. Można bawić się na różne sposoby, np. pikując równoległe linie, kratkę, fale… Wszystko zależy od wyobraźni (czy to nie jest cudowne?). Warto pamiętać o podstawowej sprawie – obie warstwy muszą być bardzo porządnie spięte szpilkami, bo przesuwanie się materiału względem owaty może zniweczyć całą naszą pracę.

IMG_20160223_130654[1]

Po skończeniu pikowania zabezpieczamy wszystkie nitki. Spinamy, dość gęsto, materiał wierzchni razem ze spodnim prawymi stronami do środka. Dodajemy wieszaczek – ja wykorzystałam kawałek bawełny, który rozciągnęłam tworząc „ruloniki”. Można użyć tasiemki lub czegokolwiek innego, co akurat mamy pod ręką.

IMG_20160223_130710[1]

Zszywamy ze sobą warstwy około 1cm od brzegu, zostawiając „dziurę” wielkości kilku lub kilkunastu centymetrów. Zależy to od rozciągliwości tkanin – mniej lub całkowicie nieelastyczne będą potrzebowały więcej „miejsca”. Wywijamy na prawą stronę. Zszywamy ręcznie otwór. No i cieszymy się efektem. A co :)

IMG_20160223_130636[1] IMG_20160223_130535[1] IMG_20160223_130512[1] IMG_20160223_130443[1] IMG_20160223_130621[1]

Jeśli masz pytania – pisz śmiało, postaram się rozwiać wszelkie wątpliwości :)