Walę w tynki, czyli 14 lutego w naszym domu

Spędziłam bez męża. W sumie tak jak i pierwszą rocznicę ślubu. Oraz większość ślubów znajomych. Niestety, bycie żoną technika scenicznego ma swoje minusy. Ale gdyby nawet był w domu, nie obchodzilibyśmy tego „święta”. Dlaczego? Mój M. stwierdził kiedyś, że trzeba żyć tak, aby Walentynki były częściej niż raz w roku. Bo co to za trudność tego jednego dnia okazywać sobie miłość, zasypywać czerwonych szajsem z supermarketu, wtrąbić niecenzuralną ilość czekoladek i zapłacić 2x więcej za lekko zdechłą wiązankę róż?

Jestem szczęściarą, która ma Walentynki regularnie co jakiś czas. Bez okazji dostaję kwiaty. Nie potrzebuję „święta”, by zrobić/dostać kolację we dwoje. No i „kocham Cię” słyszę codziennie. A czasem nawet częściej. Dlatego też z lekką dozą szyderstwa i z szacunkiem do ludzi nie przebywających w związkach, nie emanujemy w tym dniu wylewnymi wyznaniami na portalach społecznościowych.

Ale kwiatka i tak mogę sobie kupić, czyż nie? Zaskoczona byłam, gdy na czerwonym dziś stoisku florystycznym w supermarkecie buszowało stado kobiet i pojedyncze osobniki męskie. Przypadek? :) Więc kwiatka mam, gdyż na obecnym metrażu dotychczasowe rośliny, ktorym udało się przeżyć pod moją opieką, stanowią nieliczną grupę. IMG_20160214_214243

I mam też sukienkę. Żeby przypadkiem nie zrobiło mi się smutno z powodu dzisiejszej samotności, uszyłam sukienkę-w-godzinę. Tzn. trzeba dodać krojenie i czas, gdy moje dziecko stwierdzało, że beze mnie nie ma żadnej zabawy. Ale na szczęście są jeszcze Buniowe drzemki, czas bezcenny. Kilka miesięcy temu dostałam materiał, w którym nie mogłam siebie wyobrazić. A że wzór mało chłopięcy, na Bunia też średnio by pasowało. IMG_20160214_213523

Ale wczoraj wieczorem dostałam natchnienia. Ta dam! Oto i ona, sukienka-w-godzinę: IMG_20160214_214119

Okazało się, że kwiatkowe „cudo” ma niezwykle urodziwą lewą stronę, co bezczelnie wykorzystałam. Na podstawie wykroju bluzki Papavero, który przedłużyłam i dopasowałam do szerokości bioder powstała prosta, lekko trapezowa sukienka z obniżoną linią ramienia. Dekolt wykończyłam tak jak w t-shirtach, żeby nadać jej trochę lekkości.

IMG_20160214_214146

Jedyną ozdobą jest metka z tyłu, bo jak się lansować, to się lansować. IMG_20160214_213642

Tak więc życzę dziś Ci, droga czytelniczko/czytelniku, by Twoje Walentynki były też częściej niż raz w roku. Nie będę pisać pompatycznych słów na temat miłości, powiem tylko jedno: mów, że kochasz. I postępuj z miłością. <3 <3 <3

Komin ze swetra, czyli porządki w szafie – DIY w 5 krokach

M: „coś ostatnio nic nie pisałaś na blogu…” – nie wiedziałam, że mój mąż w ogóle czyta mojego bloga, nie mówiąc już o tym, że robi to regularnie :) Także jestem, zmotywowana mężowym komentarzem, z ułożonym już życiem osobisto – rodzinnym i kupą pomysłów w głowie. A, bo się u nas sporo działo. Sprzedaliśmy jedno mieszkanie, kupiliśmy drugie (oba wydarzenia w przeciągu 24h), wyremontowaliśmy i przeprowadziliśmy się w ciągu miesiąca. Więc sami rozumiecie, możliwości szyciowych było niewiele. Ale jakie teraz mam pole do popisu!! Przede wszystkim dostałam swój własny pokój szyciowy, tzn. sama się w niego wprosiłam z maszyną, kartonami materiałów i nici. Wciąż jest na etapie tworzenia, także o tym kiedy indziej.

Dziś o porządkach przeprowadzkowo-świątecznych, których efektem jest sterta ubrań do przeszycia i przerobienia na coś innego. Na pierwszy ogień poszedł żółty sweter. Bardzo ładny, jednak coś w kroju lub kolorze doprowadziło go na dno szafy na kilka dobrych lat. A teraz przyszedł pomysł by zrobić z niego komin na nieuchronnie nadchodzącą zimę.

KROK 1 – znajdujemy sweter/bluzę/cokowiek ciepłej i miękkiej faktury. Odpruwamy rękawy; z moich rękawów powstał jeszcze szalik dla Bunia, któremu żółć owej materii przypadła do gustu.

IMG_20151229_160414[1]KROK 2 – wycinamy prostokąt na komin. Doszłam do wniosku, że wszelkie drobne nierówności bocznych szwów nie będą widoczne i uciełam na wysokości połowy podkroju pach, tuż pod dekoltem.

IMG_20151229_160344[1]KROK 3 – zszywamy boki (na wysokości wcześniejszego podkroju pach). Gęstym zygzakiem obrzucamy obciętą górę, tak by nie rozpruć oryginalnego splotu. Nie musimy martwić się pofalowaniem materiału, przy prasowaniu się ładnie niweluje. Całość i tak będziemy mocno rozciągać w późniejszym użytkowaniu.

IMG_20151229_160325[1]KROK 4 – spinamy górną część komina. Brzydszy brzeg zakładamy pod spód oryginalnego wykończenia wcześniejszego swetra, spinamy szpilkami. Zszywamy ręcznie, pamiętając by nasz szew zachował dość dużą elastyczność (bardziej zygzakiem niż linią prostą).

IMG_20151229_160255[1] IMG_20151229_160228[1]KROK 5 – delikatnie rozprasowujemy i cieszymy się ciepłą szyją :) Warto pamiętać, że im większy rozmiar swetra wybierzemy, tym szerszy i grubszy wyjdzie komin. Teraz zima może przychodzić.

IMG_20151229_160156[1]Z okazji ostatniego wpisu w tym roku życzę Wam (i również sobie), aby kolejny rok zaskakiwał tylko pozytywnie, obfitował w radość i aby lato było ciepłe (a co!) :) :) :)