Marchewkowe dinozaury, czyli bluza dziecięca – wykrój do pobrania PDF

Działamy! Po świątecznym resecie i poświątecznym zawirowaniu w pracy, jestem :) A to dlatego, że nieogarnięcie me sięgnęło szczytu i zapomniałam o Dniu Marchewki.

Tzn. pamiętałam, ale… Dlatego, żeby dziecko me było choć trochę pomarańczowe, szybko usiadłam do maszyny i powstała bluza z dinozaurami. Mało marchewkowe zwierzęta, ale znając upór mojego dziecka, musiałam znaleźć coś ciekawego :) 

Pod ostrze nożyczek poszła moja stara bluza do biegania (z czasów, gdy jeszcze biegałam) oraz kawałek bawełny z nadrukiem. Przy okazji postanowiłam wypróbować znaleziony niedawno wykrój, który za darmo możecie ściągnąć tutaj. Polecam, szybko i łatwo + instrukcja obrazkowa :)

Najpierw obcięłam ściągacze, które potem wykorzystałam ponownie. Po skrojeniu poszczególnych części postanowiłam, że lewa strona stanie się prawą.

Zaczynamy od zszycia szwów ramion. Na płasko wszywamy rękawy (taki zabieg możemy zrobić tylko i wyłącznie przy dzianinach). Układamy dinozaurowe aplikacje, wcześniej podklejone flizeliną, przypinamy szpilkami i przyszywamy gęsto ustawionym zygzakiem. Zszywamy szwy boczne.

Na koniec wykańczamy odzyskanymi ściągaczami dół, rękawy i wycięcie dekoltu. Ściągacze zawsze muszą być ok 1-2 cm krótsze niż odpowiadające im części materiału.

I jak zawsze – cieszymy się efektem końcowym! :)

Plany ubraniowe na sezon jesienno-zimowy – darmowe wykroje do pobrania!

Magia nowego fotela, deszczowa pogoda i podziębione dziecko w domu nie sprzyja siedzeniu przy maszynie w mojej oazie ciszy i spokoju. Czujemy się dzisiaj tak:

Ale nie próżnuję, planuję i szukam, więc pokażę Wam moje pomysły na poskromienie jesienno-zimowej garderoby.

Do podstawowych jeansów i ciepłego swetra zawsze przyda się ciekawa bluzka – koniecznie wzorzysta. Fason do wyboru, do koloru: podstawowy t-shirt, z obniżonym ramieniem lub z dużą zakładką z przodu. Na bazie tych wykroi możesz szaleć, szczególnie dwa pierwsze są u mnie w ciągłym użyciu – po odpowiednim przedłużeniu w prosty sposób będą sukienką :)

Do tego koniecznie bluza, z ciepłym szerokim golofowym kołnierzem, idealna dla takich zmarźlaków jak ja!

Z dołami niestety nie poszaleję. Z racji pracy i trybu życia jeansy i dresy są podstawą mojej szafy. Wpadł mi kiedyś jednak wykrój, który nie daje o sobie zapomnieć: uwielbiam ten fason spodni! Zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia gustu, ale o takowych podobno się nie dyskutuje. Choć ja zawsze jestem otwarta na dyskusję :)

A że „coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta’ i ciężarówka Coca-coli krąży już po internetowej przestrzeni, trzeba zatroszczyć się o jakąś sukienkę. Wybór padł na ten model, który już uszyty czeka na zdjęcia. Do tego niezawodny basic, może uda się wyrobić do końca grudnia?

Na deser zeszłoroczna duma i owoc wzdychań kilku osób, czyli ciepły płaszcz z kapturem. Moja wersja ma podszewkę z polaru, dzięki czemu dzielnie wypełnia swe zadanie w największe zawieje śnieżne (że nie było zimy w tamty roku? A śnieg był? To była i zima) :)

A Wy macie swoje typy na tę (jakże nie uroczą) porę roku? Jeśli macie ciekawe wykroje podzielcie się, razem oswoimy zimę! :)

Z koszuli (nie)męskiej powstała… bluzka. Bluzka – katorga.

Ależ zaskoczyłyście mnie swoją kreatywnością! Pomysłów na recykling (nie)męskiej koszuli było wiele, niektóre chyba nawet wprowadzę w życie. Ale najbardziej za serce ujęła mnie Milena, z której komentarza muszę zrobić sobie listę do zrobienia :) A nagrodą będą podkładki pod kubek, świeżo spod igły, w ilości sztuk dwie, na romantyczną poranną kawę (poproszę o przesłanie adresu na maila lub FB).

IMG_20160616_142459[1] IMG_20160616_142532[1]

Owa koszula już ponad rok czekała w głębi szafy, najpierw jako materiał na piękną dziewczęcą sukienkę. A skoro wyszedł nam Bunio, moja zdobycz za całe 1zł poszła w zapomnienie. Niedawno odkopana, z powodów porządkowych, przez kolejne tygodnie wisiała w kolejce „do zrobienia”. Więc się przeprosiłyśmy i oto co nam wyszło.

Po pierwsze – koncepcja. Prosta bluzka (taka najprostsza z najprostszych), z guzikami z tyłu i kieszonką z przodu. Jako kanwę do dalszego działania wybrałam mój najukochańszy wykrój z Papavero, do pobrania tutaj. I zaczęły się schody. Okazało się, że mam trochę za mało materiału. Uff, głęboki oddech. Podejście drugie, z tym wykrojem poszło łatwiej. Skroiłam, między kabanosem a poszukiwaniami wozu strażackiego (jak można zgubić zabawkę, z którą dziecko nie rozstaje się od dwóch dni, na zamkniętej przestrzeni?), wykąpałam i uspałam Bunia. Pełna nadzei usiadłam do maszyny.

Po zszyciu zaszewek, ramion i szwów bocznych poleciałam do lustra. No ok, jakoś jeszcze nie powaliło mnie z nóg, ale to dopiero początek – idźmy dalej. Wszyłam rękaw, poszłam mierzyć – ciągnie z pleców. Nie mam pojęcia dlaczego, bo wykrój już sprawdzony i wcześniej tak nie miałam. Może ktoś ma logiczne wytłumaczenie?

Już miałam rzucić ją w kąt, zamknąć w najdalszej szufladzie, z której nie ma zazwyczaj powrotu, ale wtedy zjawił się On. Mój ukochany wszedł po coś do pokoju szyciowego, rzucił okiem na wieszak i zawołał: „jaką fajną bluzkę szyjesz!”. A on nie z tych, z którymi można rozmawiać o najnowszych trendach, niekończących się potrzebach obuwniczych i dlaczego ta torebka nie pasuje do tych butów, mimo że oba elementy są w kolorze czarnym. Tak więc niesiona nowym przypływem energii skończyłam ją. Moją bluzkę – katorgę.

IMG_20160614_133301IMG_20160614_132440[1]IMG_20160614_132456[1]IMG_20160614_132510[1]

Zapięcie z tyłu pełni funkcję bardziej ozdobną niż praktyczną. Z kieszonki w końcu też zrezygnowałam. Za to dodałam dużo stębnówek i wykończenie dekoltu szarą bawełną. Przód jest kilka centymetrów krótszy niż tył. Po dokładnym rozprasowaniu nawet już przestała ciągnąć w plecach. Dzisiaj nawet mi się podoba!

Na koniec – filozoficzna puenta. Tak więc moi drodzy, w szyciu (i życiu) nie zawsze idzie łatwo, nie wierzcie zdjęciom na portalach społecznościowych. Na blogach zawsze wszystko wygląda cudnie (szczególnie na tych wnętrzarskich, gdzie okazuje się, że można żyć z dziećmi, zwierzętami i milionem świeczek w totalnej harmonii, nie zakłóconej drobiną kurzu czy zaburzeniem symetrii). A jak jest naprawdę? Tylko my, po drugiej stronie komputera, znamy prawdę :)

Walę w tynki, czyli 14 lutego w naszym domu

Spędziłam bez męża. W sumie tak jak i pierwszą rocznicę ślubu. Oraz większość ślubów znajomych. Niestety, bycie żoną technika scenicznego ma swoje minusy. Ale gdyby nawet był w domu, nie obchodzilibyśmy tego „święta”. Dlaczego? Mój M. stwierdził kiedyś, że trzeba żyć tak, aby Walentynki były częściej niż raz w roku. Bo co to za trudność tego jednego dnia okazywać sobie miłość, zasypywać czerwonych szajsem z supermarketu, wtrąbić niecenzuralną ilość czekoladek i zapłacić 2x więcej za lekko zdechłą wiązankę róż?

Jestem szczęściarą, która ma Walentynki regularnie co jakiś czas. Bez okazji dostaję kwiaty. Nie potrzebuję „święta”, by zrobić/dostać kolację we dwoje. No i „kocham Cię” słyszę codziennie. A czasem nawet częściej. Dlatego też z lekką dozą szyderstwa i z szacunkiem do ludzi nie przebywających w związkach, nie emanujemy w tym dniu wylewnymi wyznaniami na portalach społecznościowych.

Ale kwiatka i tak mogę sobie kupić, czyż nie? Zaskoczona byłam, gdy na czerwonym dziś stoisku florystycznym w supermarkecie buszowało stado kobiet i pojedyncze osobniki męskie. Przypadek? :) Więc kwiatka mam, gdyż na obecnym metrażu dotychczasowe rośliny, ktorym udało się przeżyć pod moją opieką, stanowią nieliczną grupę. IMG_20160214_214243

I mam też sukienkę. Żeby przypadkiem nie zrobiło mi się smutno z powodu dzisiejszej samotności, uszyłam sukienkę-w-godzinę. Tzn. trzeba dodać krojenie i czas, gdy moje dziecko stwierdzało, że beze mnie nie ma żadnej zabawy. Ale na szczęście są jeszcze Buniowe drzemki, czas bezcenny. Kilka miesięcy temu dostałam materiał, w którym nie mogłam siebie wyobrazić. A że wzór mało chłopięcy, na Bunia też średnio by pasowało. IMG_20160214_213523

Ale wczoraj wieczorem dostałam natchnienia. Ta dam! Oto i ona, sukienka-w-godzinę: IMG_20160214_214119

Okazało się, że kwiatkowe „cudo” ma niezwykle urodziwą lewą stronę, co bezczelnie wykorzystałam. Na podstawie wykroju bluzki Papavero, który przedłużyłam i dopasowałam do szerokości bioder powstała prosta, lekko trapezowa sukienka z obniżoną linią ramienia. Dekolt wykończyłam tak jak w t-shirtach, żeby nadać jej trochę lekkości.

IMG_20160214_214146

Jedyną ozdobą jest metka z tyłu, bo jak się lansować, to się lansować. IMG_20160214_213642

Tak więc życzę dziś Ci, droga czytelniczko/czytelniku, by Twoje Walentynki były też częściej niż raz w roku. Nie będę pisać pompatycznych słów na temat miłości, powiem tylko jedno: mów, że kochasz. I postępuj z miłością. <3 <3 <3

Sweet dreams, my love

Ach, jak oni pięknie spali. Moi mężczyźni zdrzemnęli się trochę, a mnie chwyciła wena. Wydostawszy się spod koca, tak by nie obudzić śpiących królewiczów postanowiłam działać.

IMG_20160123_140509[1]

Stworzyłam synkowi piżamkę. Korzystając ze sprawdzonych źródeł i dużego t-shirta zakupionego w SH za całe 1 zł, powstał dwuczęściowy „garnitur nocny” (ochrzcił go tak M. na wieść, że będę go prasować, co w jego mniemaniu jest szaleństwem i ostatecznym potwierdzeniem mojego perfekcjonizmu).

IMG_20160206_200846[1]

Góra to przerobiona lekko moja ulubiona forma z Papavero na koszulkę dziecięcą + kołnierzyk z jakiegoś wykroju z Burdy. Spodnie powstały „na oko”, odwzorowane na gotowym egzemplarzu. Jedynym elementem ozdobnym jest kieszonka z filcowym wąsem.

IMG_20160206_201116[1]

A moim dzielnym zmaganiom najczęściej towarzyszy druga przedstawicielka płci pięknej w naszym domu. Proszę Państwa, oto Mela, najszybsza na całym osiedlu, zawsze gotowa coś zjeść, pasjonatka noszenia i ukrywania kapci:

IMG_20160206_200922[1]