I ty możesz wychować Super Człowieka!

Wyobraź sobie sytuację: jesteś w pracy, siedzisz w gabinecie szefa. Od rana wszystko nie idzie, koło zależności sprawia, że zadanie za które byłeś odpowiedzialny nie wypala całkowicie. Klapa po całości. Wstyd i siara. Szef wchodzi i mówi Ci, co myśli. Że jesteś beznadziejnym pracownikiem, nie umiesz nic zrobić porządnie, a zatrudnienie Ciebie było pomyłką.

Teraz wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem i z Twoją pomocą na pięknym, jasnym dywanie powstał Sajgon, łączący w sobie resztki obiadu, rzekę soku jagodowego oraz zwłoki rozwalonej doniczki pełnej ziemi. Wchodzi dorosły i zaczyna: że jesteś niezdarą, zrobiłeś to specjalnie i w ogóle to głupie dziecko z Ciebie.

Jeśli sytuacja zdarzy się raz, to Twoja psychika skrzętnie wyczyścić ją z pamięci. Jednak, gdy będziesz wciąż i wciąż słuchać, jaki beznadziejny jesteś, wkrótce w to uwierzysz. Przy każdnym zadaniu będziesz mieć z tyłu głowy głos szepczący podstępnie, że i tak Ci nie wyjdzie. Jak byś się nie starał, na sukces nie masz co liczyć.

A co, jeśli to my jesteśmy po drugiej stronie? Jeśli, umyślnie czy nie, podcinamy skrzydła istocie wpatrzonej w nas jak w obrazek? Możemy tłumaczyć, że to nerwy, że wcale tak nie myślimy, ale słowa zostały już wypowiedziane. Jeśli mówimy, że dziecko jest niegrzeczne – będzie niegrzeczne, przecież takie jest i nie powinniśmy się dziwić.

Wypuszczajmy w świat dobre komunikaty. Szczerze, bo puste pochwały też nie przyniosą efektów. Zauważ wysiłek, nawet jeśli cel nie został osiągnięty. Zatrzymaj się na tym, co dobre i nie wyolbrzymiaj blędów. Tak bardzo skupiamy się na tym, że dziecko zachowało się źle, nie widząc tego, co mu się udało. Gdy ma z klasówki 4, pytamy czemu nie 5. Gdy wpada na pomysł, by zrobić nam coś do jedzenia, widzimy tylko brudną kuchnię. Gdy bawi się w najlepsze skacząc po kałużach, zaraz narzekamy na zabrudzone ubranie. Z jakiegoś powodu złe rzeczy zauważamy od razu, nad dobrymi musimy się zastanowić.

Dlatego nie podcinaj skrzydeł. Zachęć i zbuduj poczucie, że dasz radę. Nawet jak nie dojechałeś do celu, to świetnie radziłeś sobie na drodze. Bądź motywacją i wychowaj Super Człowieka, który kiedyś będzie dla kogoś wsparciem i zachęceniem.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Czas pożegnać perfekcjonizm

Minęły dwa lata, od kiedy jestem mamą. Każda kobieta w okresie oczekiwania na potomka ma swoją wizję i plan, jaką mamą będzie. Nie wiem jak Wam, ale mi się nie udało.

Miałam się nie denerwować. Nie karmić dziecka cukrem. Być oazą spokoju z idealnie czystym mieszkaniem. Nie poddawać się i cierpliwie, w milczeniu znosić wszystkie niedogodności życiowej codzienności. Rozwijać się w swoich pasjach i służbie w Kościele. Miałam być perfekcyjną mamą.

Ale nie wyszło. Na chwilę obecną mam pełną zmywarkę i kosz na pranie. Kłęby sierści tułają się po kątach, bo zamiast sprzątać przez cały wieczór szlifowałam krzesło, myśląc o wykroju na nową spódnicę. Dopiero co zakończyłam tydzień pracy, zaraz zaczynam następny. I jestem szczęśliwa.

Pożegnałam swoją potrzebę perfekcjonizmu. Ostatnie dwa lata pokazały, że nie muszę być chodzącym ideałem, do którego codziennie wzdychałam. Nie muszę udowadniać sobie, że jestem w stanie sama zrobić wszystko. Bo też bywam zmęczona, a moja doba ma tylko 24 godziny. I niestety nie wymyśliłam jeszcze, jak dodać gratisowy dzień tygodnia, między sobotą i niedzielą.

Ty też nie musisz być perefekcyjna. Możesz pożegnać swoją frustrację, spojrzeć na swój dzień przez pryzmat realności i posegregować swoje priorytety. Podzielić wszystkie plany na te ważne i te mniej ważne. Poświęcić swoje myślenie na rzeczy, nad którymi warto się zastanawiać, rezygnując z udręki zmiany czegoś, na co nie masz wpływu. Bo czasem po prostu się nie da, być wszędzie i zrobić wszystko. Dlatego zamiast sobotniej gonitwy z odkurzaczem, spędzić popołudnie w parku, karmiąc kaczki z dzieckiem. Usiąść z kawą, w słońcu ogrzewającym twarz. Zamiast trzydaniowego obiadu wybrać się do baru mlecznego. Spędzić trochę czasu na robieniu niczego. Podzielić obowiązki, pokazać reszcie domowego stada, że też masz swoje granice. Cieszyć się dniem, a nie oczekiwać lepszego jutra, weekendu czy wakacji.

Nie muszę być perfekcyjna. Ty też nie. Możemy być po prostu szczęśliwe, od teraz.

 Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Tolerancja obustronna

Ten temat dojrzewał we mnie długo. Od czasu, gdy skomentowałam wpis na jednym z blogów parentingowych na temat adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. I niechcący wywołałam małe, internetowe piekieło, wzbudzając rumieńce na twarzach obrońców tolerancji.

Miałam czelność, w sposób kulturalny, powołując się na własne doświadczenia i aspekty socjologiczne naszego społeczeństwa, wyrazić swoje zdanie. Ta dam! Zaczęło się! Mój brak tolerancji, umysł wyrwany wprost ze średniowiecznej wsi, do tego – o zgrozo! – poglądy o charakterze wyznaniowym, stworzyły ze mnie moherową (nie, żebym coś miała do moheru) poczwarę, która tkwi w swym oderwanym od rzeczywistości świecie.

I w całej tej dyskusji, którą dla własnych nerwów opuściłam w porę, uderzyło mnie jedno. Jak ludzie, zawzięcie broniący tolerancji nie pozwalają mi wyrazić swego zdania i atakują za odmienność poglądów! Hola, hola, to nie o to walczycie?

Tolerancja – termin stosowany w socjologii, badaniach nad kulturą i religią. Słowo oznacza w tym kontekście „poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych”. (źródło)

Gdzie możliwość swobody wypowiedzi, bez obraźliwych komentarzy i obelg? Gdzie moje demokratyczne prawo bezpiecznego wyznawania poglądów i wolności religijnej?

Moim szczęściem jest brak telewizji. Radia słucham tylko w aucie. Wystrzegam się czczych dyskusji w mediach społecznościowych, a posty znajomych spamujących populistycznymi hasłami politycznymi bez skrupułów ukrywam. Bo nie mam zamiaru przekonywać do swoich racji siłą i tego samego oczekuję od innych. Mam niezbywalne prawo żyć według moich przekonań, mówiąc wprost, że to wiara w żywego Boga sprawia, że jestem tym kim jestem.

I proszę Was, obrońcy praw mniejszości seksualnych i większości wyznaniowych, aktywni ateiści i pasywni anarchiści, o uszanowanie mojego prawa. W imię tolerancji, działającej w obie strony.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

5 rzeczy, po których wszyscy poznają, że jesteś mamą

Nie musisz nawet mówić, nie musisz iść z dzieckiem, a i tak wszyscy będą wiedzieć, że jesteś mamą. Po dwóch latach szalonej przygody, zwanej macierzyństwem, zauważyłam kilka cech wspólnych dla przedstawicielek najciekawszej posady na świecie.

1. Nieproporcjonalnie wielka torebka. Bo musisz mieć wszystko: picie, jedzenie, pieluchę, chusteczki mokre, chusteczki suche, zabawkę grającą, niegrającą, książeczkę i łyżeczkę. A skoro wychodzisz bez dziecka raz na jakiś czas, po co wyjmować to wszystko z torebki?

2. Znasz rozkład najlepszych placów zabaw w mieście. Nie wiesz, gdzie są kluby czy puby. Możesz jednym tchem wymienić kawiarnie i restauracje posiadające kącik dla dzieci. Inne znasz tylko z nazwy, gdy pędzisz z wózkiem i rozwianym włosem, ewentualnie z fejsubkowej tablicy modnych koleżanek.

3. Zabranie zakupów, zajmujących cały bagażnik waszego rodzinnego kombi, nie jest żadnym problemem. Przecież masz pięć par rąk na wszystkie torby, zabawki, no i jeszcze dodatkowe ramię do noszenia zmęczonego dziecka.

4. Nie oglądasz się na widok płaczącego dziecka, ciesząc się w sercu, że to nie twoje. Nie reagujesz na małego awanturnika w centrum handlowym. Jedyną odpowiedzią jest pełne empatii spojrzenie w kierunku zawstydzonych rodziców, mówiące: „wszyscy to przechodziliśmy, kiedyś (czyli za 20 lat) to minie!”

5. Zakupy odzieżowe przebiegają według utartego już schematu: 10% czasu na dziale damskim i 90% na dziale dziecięcym. Bo przecież to wszystko takie piękne! :)

Możemy się kamuflować. Możemy czasem ponarzekać na swój los, usłany przeszkodami z klocków lego, czyhających w najmniej odpowiednim punkcie podłogi. A z drugiej strony – te małe smaczki sprawiają, że nasza codzienność jest jak dobry film przygodowy. Czego chcieć więcej? :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Jak znaleźć idealne buty, czyli kilka faktów o płaskostopiu wśród dzieci

Codziennie, z racji zawodowych, spotykam się z problemem płaskostopia u dzieci. Gdy na początku roku szkolnego robimy badania postawy naszych przedszkolaków okazuje się, że przeszło 90% ma mniejsze lub większe spłaszczenie naturalnego wysklepienia stopy!

Płaskostopie jest stanem, gdy naturalne łuki stopy ulegają zmniejszeniu. Dzieje się tak w wyniku osłabienia mięści, które powinny utrzymywać fizjologiczne wysklepienie. Dlaczego? Przyczyn może być wiele, między innymi zbyt wczesne stawianie nieświadomego niczego dziecięcia na nogi, gdy układ mięśniowy nie jest jeszcze na to gotowy. Nieprawidłowe wysklepienie stóp może skutkować koślawością stawów skokowych (gdy ścięgna Achillesa „lecą” do wewnątrz) lub/i koślawością kolan. W praktyce przekłada się to na zaburzenia funkcjonalne. Brzmi groźnie? Na własnym przykładzie: kilka lat joggingu, kolana zawsze cierpiały, płacząc po każdym dłuższym treningu. Był stretching, terapia manualna, zaklejanie taśmami. Potem pomyślalam o odpowiednim, indywidualnie dobranym obuwiu. Okazało się, że biegam jak koślawa kaczka. Nie wiem do dnia dzisiejszego, jak nie przewróciłam się o własne kolana, ale jakoś udało mi się przeżyć i zakupić buty, które prawidłowo ustawiały stopy podczas biegu. Kolana przestały boleć. Nikt nie wyleczył zwyrodnień, nie dodał moim stawom brakującej mazi. Cała kończyna dolna została ustawiona w sposób funkcjonalnie poprawny i ową funkcję mogła bezboleśnie spełniać.

Ale wracając do dzieci – warto zaopatrzyć je w odpowiednie obuwie, by zapobiegać zamiast leczyć. U dzieci przedszkolnych i szkolnych najważniejsze będzie dobranie odpowiednich kapci, w których spędza większość dnia w jednostce edukacyjnej.

Na co zwrócić uwagę, kupując buty? Oto 5 najważniejszych cech idealnego obuwia:

- odpowiednio wyprofilowana wkładka wewnętrzna, która ustawia stopę w prawidłowej pozycji, stymulując mięśnie odpowiedzialne za utrzymywanie prawidłowego wysklepienia,

- ustabilizowana pięta, która zapobiegnie koślawemu ustawieniu stawów skokowych,

- luz w noskach, aby palce stóp nie były zbyt mocno ściśnięte,

- elastyczna podeszwa, która pozwala mięśniom pracować podczas chodzenia,

możliwość samodzielnego wkładania i zdejmowania przez niezwykle niezależnego kilkulatka.

Mission impossible? Zanim zaczniesz się czuć jak Tom Cruise, lawirujący między sklepowymi półkami, niosę dobre wieści. Znaleźliśmy kapcie, które zadowoliły wymagającą matkę – fizjoterapeutę i lekko wybrednego syna – gimnastyka. Slippersfamily to polska firma, która tworzy prawdziwe cuda. Dobrej jakości skóra i oryginalny design, przy zachowaniu wszystkich wspomnianych więcej cech obuwia idealnego. Jeśli chcesz się przekonać zajrzyj tutaj. Kilka świetnych modeli jest aktualnie w promocyjnej cenie! :)

Pamiętaj, że wkład w odpowiedni rozwój fizyczny Twojego dziecka w przyszłości zaprocentuje. Uwierz mi na słowo – zapobieganie jest zdecydowanie tańsze niż późniejsze leczenie.

Wpis powstał we współpracy z marką Slippers Family.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!