Czas pożegnać perfekcjonizm

Minęły dwa lata, od kiedy jestem mamą. Każda kobieta w okresie oczekiwania na potomka ma swoją wizję i plan, jaką mamą będzie. Nie wiem jak Wam, ale mi się nie udało.

DSC_0392 (Kopia 2)

Miałam się nie denerwować. Nie karmić dziecka cukrem. Być oazą spokoju z idealnie czystym mieszkaniem. Nie poddawać się i cierpliwie, w milczeniu znosić wszystkie niedogodności życiowej codzienności. Rozwijać się w swoich pasjach i służbie w Kościele. Miałam być perfekcyjną mamą.

Ale nie wyszło. Na chwilę obecną mam pełną zmywarkę i kosz na pranie. Kłęby sierści tułają się po kątach, bo zamiast sprzątać przez cały wieczór szlifowałam krzesło, myśląc o wykroju na nową spódnicę. Dopiero co zakończyłam tydzień pracy, zaraz zaczynam następny. I jestem szczęśliwa.

Pożegnałam swoją potrzebę perfekcjonizmu. Ostatnie dwa lata pokazały, że nie muszę być chodzącym ideałem, do którego codziennie wzdychałam. Nie muszę udowadniać sobie, że jestem w stanie sama zrobić wszystko. Bo też bywam zmęczona, a moja doba ma tylko 24 godziny. I niestety nie wymyśliłam jeszcze, jak dodać gratisowy dzień tygodnia, między sobotą i niedzielą.

Ty też nie musisz być perefekcyjna. Możesz pożegnać swoją frustrację, spojrzeć na swój dzień przez pryzmat realności i posegregować swoje priorytety. Podzielić wszystkie plany na te ważne i te mniej ważne. Poświęcić swoje myślenie na rzeczy, nad którymi warto się zastanawiać, rezygnując z udręki zmiany czegoś, na co nie masz wpływu. Bo czasem po prostu się nie da, być wszędzie i zrobić wszystko. Dlatego zamiast sobotniej gonitwy z odkurzaczem, spędzić popołudnie w parku, karmiąc kaczki z dzieckiem. Usiąść z kawą, w słońcu ogrzewającym twarz. Zamiast trzydaniowego obiadu wybrać się do baru mlecznego. Spędzić trochę czasu na robieniu niczego. Podzielić obowiązki, pokazać reszcie domowego stada, że też masz swoje granice. Cieszyć się dniem, a nie oczekiwać lepszego jutra, weekendu czy wakacji.

Nie muszę być perfekcyjna. Ty też nie. Możemy być po prostu szczęśliwe, od teraz.

DSC_0580 (Kopia 2) DSC_0578 (Kopia 1) DSC_0598 DSC_0622 DSC_0599DSC_0604 DSC_0612 (Kopia 1) DSC_0611

 Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

6 Komentarze

  1. Jakie to prawdziwe! Dziękuję za ten tekst. Mam ostatnio duży problem z wybaczeniem sobie,że na nic nie mam czasu. A jestem po prostu bardzo przepracowana :( I masz rację. Wcale nie musimy być perfekcyjni w każdej sytuacji! Pozdrawiam serdecznie!

  2. Gratulacje i trzymam kciuki!
    Dla mnie perfekcjonizm i dążenie do niego to taka siła napędowa. Jasne, nie warto robić wszystkiego, żeby go osiągnąć, ale chyba o to chodzi. Według mnie musimy dążyć do idealnego stanu rzeczy, ale nigdy go nie osiągnąć. Nie warto spoczywać na laurach.
    Najważniejsze, żeby zachować umiar i nie przegiąć w żadną ze stron!

    • Dokładnie! Zdrowy rozsądek przede wszystkim :) Rozwój i dążenie do celu – jak najbardziej, jednak w sposób realny, tak by nie produkować w sobie niepotrzebnej frustracji. A ja osobiście miałam zbyt wysoko ustawioną poprzeczkę (przez samą siebie), co z kolei nakręcało spiralę poczucia winy, że nie zrobiłam wszystkiego co miałam zaplanowane. Zabrakło umiaru, o którym piszesz :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.