Jak znaleźć idealne buty, czyli kilka faktów o płaskostopiu wśród dzieci

Codziennie, z racji zawodowych, spotykam się z problemem płaskostopia u dzieci. Gdy na początku roku szkolnego robimy badania postawy naszych przedszkolaków okazuje się, że przeszło 90% ma mniejsze lub większe spłaszczenie naturalnego wysklepienia stopy!

Płaskostopie jest stanem, gdy naturalne łuki stopy ulegają zmniejszeniu. Dzieje się tak w wyniku osłabienia mięści, które powinny utrzymywać fizjologiczne wysklepienie. Dlaczego? Przyczyn może być wiele, między innymi zbyt wczesne stawianie nieświadomego niczego dziecięcia na nogi, gdy układ mięśniowy nie jest jeszcze na to gotowy. Nieprawidłowe wysklepienie stóp może skutkować koślawością stawów skokowych (gdy ścięgna Achillesa „lecą” do wewnątrz) lub/i koślawością kolan. W praktyce przekłada się to na zaburzenia funkcjonalne. Brzmi groźnie? Na własnym przykładzie: kilka lat joggingu, kolana zawsze cierpiały, płacząc po każdym dłuższym treningu. Był stretching, terapia manualna, zaklejanie taśmami. Potem pomyślalam o odpowiednim, indywidualnie dobranym obuwiu. Okazało się, że biegam jak koślawa kaczka. Nie wiem do dnia dzisiejszego, jak nie przewróciłam się o własne kolana, ale jakoś udało mi się przeżyć i zakupić buty, które prawidłowo ustawiały stopy podczas biegu. Kolana przestały boleć. Nikt nie wyleczył zwyrodnień, nie dodał moim stawom brakującej mazi. Cała kończyna dolna została ustawiona w sposób funkcjonalnie poprawny i ową funkcję mogła bezboleśnie spełniać.

Ale wracając do dzieci – warto zaopatrzyć je w odpowiednie obuwie, by zapobiegać zamiast leczyć. U dzieci przedszkolnych i szkolnych najważniejsze będzie dobranie odpowiednich kapci, w których spędza większość dnia w jednostce edukacyjnej.

Na co zwrócić uwagę, kupując buty? Oto 5 najważniejszych cech idealnego obuwia:

- odpowiednio wyprofilowana wkładka wewnętrzna, która ustawia stopę w prawidłowej pozycji, stymulując mięśnie odpowiedzialne za utrzymywanie prawidłowego wysklepienia,

- ustabilizowana pięta, która zapobiegnie koślawemu ustawieniu stawów skokowych,

- luz w noskach, aby palce stóp nie były zbyt mocno ściśnięte,

- elastyczna podeszwa, która pozwala mięśniom pracować podczas chodzenia,

możliwość samodzielnego wkładania i zdejmowania przez niezwykle niezależnego kilkulatka.

Mission impossible? Zanim zaczniesz się czuć jak Tom Cruise, lawirujący między sklepowymi półkami, niosę dobre wieści. Znaleźliśmy kapcie, które zadowoliły wymagającą matkę – fizjoterapeutę i lekko wybrednego syna – gimnastyka. Slippersfamily to polska firma, która tworzy prawdziwe cuda. Dobrej jakości skóra i oryginalny design, przy zachowaniu wszystkich wspomnianych więcej cech obuwia idealnego. Jeśli chcesz się przekonać zajrzyj tutaj. Kilka świetnych modeli jest aktualnie w promocyjnej cenie! :)

Pamiętaj, że wkład w odpowiedni rozwój fizyczny Twojego dziecka w przyszłości zaprocentuje. Uwierz mi na słowo – zapobieganie jest zdecydowanie tańsze niż późniejsze leczenie.

Wpis powstał we współpracy z marką Slippers Family.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Odnowiony leżak DIY, czyli czy ktoś widział wiosnę?

Tak bardzo tęsknię za wiosną. Ale taką prawdziwą, kiedy można iść na spacer bez czapek i rękawiczek. Gdy można pooddychać głęboko, bez obawy złapania kolejnego zapalenia zatok. Wypić kawę na balkonie, nie trzęsąc się z zimna…

A skoro o balkonie mowa, będzie w tym roku zupełnie inaczej. Zmiany będą wywołanie samowolką ogrodniczą zarządu wspólnoty, który w pień wyciął nasz piękny winogron, za powód podając brak zielonych liści w okresie styczeń – luty oraz plan odnowy elewacji w najbliższym czasie. Serce bolało, zwłaszcza gdy wujek Google rozwiał moje nadzieje na wychodowanie podobnych rozmiarów rośliny w donicy.

Czekając na wiosnę, postanowiłam zregenerować leżak, przewracający się po kątach. Stan wyjściowy prezentował się następująco:

Jak widać, stan stelaża nie był zły, gorzej z porwaną i wyblakłą tapicerką. Bez wyrzutów sumienia wzięłam nożyczki i zrobiłam to co było konieczne. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu! Na nową tapicerkę wybrałam matę, zakupioną kiedyś w SH za całą złotówkę.

Zaczęłam od obcięcia overlockiem postrzępionego brzegu.

Zawinęłam do wewnątrz, tworząc tunel o szerokości 15 cm. Wolałam dać więcej luzu, dla lepszego użytkowania. Zszyłam podwójną stębnówką (mam nadzieję, że wytrzyma) :)

Rozprasowałam i zawołałam męskie posiłki, posiadające śrubokręt.

Pierwszy test wytrzymałości przebiegł pomyślnie! :)

Jak widzicie, materiał jest szerszy niż jego poprzednik – zastanawiałam się, czy warto go zwężać. Na szczęście duch lenistwa przekonał mnie, by sobie darować i dzięki temu dziecko nie wpada z kończynami i krzykiem rozpaczy w dziury między tapicerką i stelażem.

Jest wygodnie, jest miło, a za oknem wciąż jest zimno. Efekt końcowy lekko ocieplił moje wnętrze, ale do prawdziwej wiosny jeszcze daleko. Mam nadzieję, że wszyscy się doczekamy!

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Świąteczny last minute, czyli fartuszek dla dziecka DIY – wykrój + tutorial szycia dla początkujących

Święta w tym roku mają inny wymiar. Postanowiliśmy zrezygnować z całej bieganiny i skupić się na odpoczynku. W końcu tyle się dzieje, tydzień za tygodniem mknie w tempie szalonego strusia emu, a wizja październikowych wakacji blado majaczy na horyzoncie codzienności. Tak więc znalazł się czas na szycie, bo co to za życie bez szycia? A z potrzeby malowania jajek powstał fartuszek dla Bunia. Uszycie go zajmuje niecałą godzinę (łącznie z krojeniem), a tutorial pisałam z myślą o początkujących, którzy dopiero zasiadają do maszyny. Do dzieła! :)

Krojenie

Wykrój rysujemy na papierze lub bezpośrednio na materiale według schematu (wszystkie wartości są już podane z zapasem na szwy):

Dodatkowo:

  • 2 plisy ze skosu o szerokości 4 cm i długości równej podkrojowi pachy (u mnie 28 cm),
  • 2 paski 10×50 cm,
  • 2 paski 9×50 cm.

Szycie

1. Podkrój pach. Zaprasowujemy na pół plisę ze skosu.

Układamy na prawej stronie materiału, spinamy szpilkami lekko naciągając (by po odwróceniu nie utworzyła się falbanka).

Stębnujemy, obrębiamy brzegi overlockiem lub zygzakiem. Odwracamy i rozprasowujemy.

2. Zaprasowujemy brzegi. Najładniej będzie, gdy zrobimy to podwójnie (za każdym razem zaprasowując założenie na pół centymetra). Góra, dół i boki – uważamy, żeby w rogach zachować ładne kąty proste.

3. Stębnujemy wszystkie brzegi: dół, jeden bok, podkrój pachy, górę, drugi podkrój pachy i drugi bok. Kończymy ryglując szew (przeszywamy przód-tył-przód, zabezpieczając szew przed pruciem).

4. Przygotowujemy paski. Składamy na pół i zszywamy wzdłuż dłuższego i jednego krótszego boku.

Zapas materiału w narożniku obcinamy 2 mm od szwu. Odwracamy i rozprasowujemy.

5. Przyszywamy paski. Węższe u góry, szersze w pasie.

Wybrałam sposób, który uniemożliwi ewentualne wyrwanie. Niezszytą końcówkę paska zakładam na 1 cm i układam na prawej stronie fartuszka, tak by została zakryta.

Spinam szpilkami i ostrożnie przeszywam:

Zostało rozprasować całość i cieszyć się obdarowaniem jakiejś istotki. Mój syn zgodził się nawet zapozować, chociaż pozując głównie skakał :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Overlock – za i przeciw, czyli czy w ogóle warto?

Postanowiłam sobie, że na temat przydatności overlocka wypowiem się dopiero po jakimś czasie. Gdy się poznamy bliżej i wzajemnie wyrobimy o sobie zdanie. Tak więc dzisiaj opowiem Wam o naszej wspólnej drodze, czyli czy w ogóle warto, jeśli szyjesz tylko dla siebie, inwestować w ten sprzęt?

Szyję głównie dla siebie i swoich bliskich. Dorobiłam się własnego pokoju do szycia, dzięki czemu mam trochę łatwiej – nie muszę za każdym razem rozkładać i składać swojego szyciowego kramu. Kilka miesięcy temu nie myślałam jakoś poważnie o zakupie overlocka, ściegi elastyczne w mojej Juki wystarczały mi zupełnie, dlatego decyzję odkładałam na później, kiedy już Bunio będzie starszy, a czasu na szycie więcej (buahahahahaha!!!) :)  Ale zrządzenie losu i przyjazne dusze sprawiły, że pojawiły się środki finansowe, więc postanowiłam zaryzykować. Zakupiłam Singera, dostępnego jakiś czas temu w jednym z dyskontów i zaczęłam szyć. Pierwsze wątpliwości pojawiły się, gdy szew wcale nie przypominał tego z obrazka, a nitka dolnego chwytacza wciąż wyskakiwała z przeznaczonego jej miejsca. Ale trochę praktyki, cierpliwości i czasu sam na sam z instrukcją – wszystko zaczęło działać mniej więcej tak, jak powinno. Podsumowując kilka miesięcy życia z overlockiem, zebrałam dla Was nasuwające się argumenty.

Argumenty za:

  • estetyczne wykończenie szwów wewnętrznych (wcale nie zajmuje to więcej czasu, jak wydawało mi się na początku),
  • szybsze szycie dzianin i dresówki, większa funkcjonalność uszytych rzeczy (ścieg overlocka jest elastyczny i mocny),
  • możliwość nauczenia się czegoś nowego i szycia w sposób bardziej profesjonalny.

Argumenty przeciw:

  • potrzeba więcej blatu roboczego – co dwie maszyny, to nie jedna,
  • dodatkowe koszta (nici, igły),
  • na początku pochłania trochę czasu i wymaga cierpliwości, zanim nauczysz się np. regulacji naprężenia nici czy nawlekania. Jednak przestudiowanie instrukcji zazwyczaj skutecznie pomaga rozwiązać problemy.

Tak więc jeśli jesteś dziś w miejscu, gdzie zastanawiasz się na overlockiem – powiem Ci, że warto zainwestować te kilka złotych. Nawet jeśli szyjesz tylko dla przyjemności. Chociaż sama jestem fanką maszyn Juki, nie zdecydowałam się na ich overlock ze względu na cenę, która idzie w tym przypadku w parze ze świetną jakością i wybrałam wyjście najtańsze. Czy słusznie – czas pokaże, bowiem opinii na temat mojego Singera jest mnóstwo, łącznie z teoriami spiskowymi, jakoby producent miał wypuścić gorszą jakościowo partię w cenie dyskontowej. Jednak nie żałuję i mam poczucie, że jeszcze wiele przede mną do odkrycia.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Jeden wykrój – 4 możliwości. O modyfikacjach gotowego szablonu

Obserwując fora szyciowe, co raz padają pytania o modelowanie gotowych form. Z drugiej strony: wymarzyłam sobie coś, skąd wziąć wykrój. A czasem naprawdę niewiele trzeba – wystarczy podstawowy szablon, na podstawie którego możemy otrzymać pożądany efekt.

Także dzisiaj będzie o tym, jak z jednego wykroju można uszyć 2 różne bluzy, sukienkę i lekki płaszczyk. W wersji dziecięcej, bo takie było akurat zapotrzebowanie, ale podstawowe zasady są uniwersalne, również w szyciu dla dorosłych.

Baza: wykrój na bluzę z kapturem z rękawem raglanowym, z bloga Brindille & Twing (polecam również wykrój na podstawowy t-shirt!)

1. Bluza z zamkiem bez kieszeni

Wystarczyło skroić przód z oddzielnych części, z zapasem na zamek (ok. 1,5 cm). Uszyłam  pod koniec ubiegłego lata, dopiero teraz jest w użytku i jeszcze trochę z niego nie wyjdzie :)

2. Bluza bez kaptura

Pojawiła się niedawno i wzbudziła trochę entuzjazmu, szczególnie u Bunia :) Zamiast kaptura zrobiłam szerszą plisę ze skosu.

3. Sukienka

Powstała z okazji wyszywania resztek zapasów. Chciałam nadać jej linię A, dlatego poszerzyłam wykrój od wycięcia pach i zaokrągliłam dół. Zamiast kaptura – lamówka z tego samego materiału. Z racji, że szyłam z materiału nierozciągliwego, a wykrój dedykowany jest dla dzianin, w jednym ze szwów zostawiłam kilku centymetrowe pęknięcie, zapinane na guziczek. Dodatkowo kieszonka z przodu, bo czegoś mi jeszcze brakowało.

4. Płaszczyk

Tym razem kaptur się przydał :) Z widocznych modyfikacji nastąpiło: z tyłu dodanie kontrafałdy, a z przodu zapasu na zapięcie na guziki, które jeszcze się nie wybrały :) Wymodelowałam dół – przedłużyłam ok. 8 cm z tyłu, tworząc jedną płynną linię z krótszym przodem.

Jak widzicie – warto mieć sprawdzone, dobrze skonstruowane szablony, z których można wiele wyczarować. Oczywiście metodą prób i błędów, bo chociaż nie każde kombinowanie się udaje (możecie poczytać o tym tutaj), to jest naprawdę dobrą lekcją. Ogranicza nas tylko wyobraźnia!