Królicza poduszka z uszami ku dobrym snom – wykrój do pobrania, DIY

Uwielbiam szyć na takie akcje. Jak można zrobić komuś coś miłego, zupełnie bezinteresownie. Gdy dowiedziałam się o akcji „Do poduszki”, postanowiłam trochę pomóc. I tak, z rozmowy z organizatorką, panią Dorotą, narodził się pomysł poduszek z uszami. Tak więc drogie i drodzy oddaję w Wasze ręce tutorial z wykrojem do pobrania, który można wydrukować w domu i mieć ułatwione zadanie. Dodatkowo poniżej znajdziecie dokładną instrukcję szycia, tak by chętne osoby początkujące dały sobie radę. A osoby zaawansowane zapraszam do eksperymentowania i modyfikowania. Na wszelkie pytania chętnie odpowiem, doradzę i pomogę w miarę możliwości.

Wykrój do pobrania – wystarczy kliknąć w odnośnik, zapisać na dysku i wydrukować :)

królik część I

królik część II

Wykrój po wydrukowaniu można sprawdzić, czy nic nie pomieszało się nam ze skalą wydruku (na pierwszej stronie z boku jest podziałka). Wycinamy i sklejamy ze sobą odpowiednie części. Jeśli chodzi o materiały dla osób początkujących najlepsza będzie zwykła bawełna (nie rozciąga się, dzięki czemu będzie łatwiej szyć), można też pokombinować i użyć np. dresówki. Inwencja twórcza bardzo mile widziana :)

Krojenie

Z szarej bawełny:

  • panel przedni poduszki – prostokąt 40x40cm,
  • panel tylny poduszki – dwa prostokąty 25x40cm,
  • uszy – 2x z podwójnie złożonego materiały (można śmiało zaszaleć i jedną parę zrobić białą lub we wzorki)

Z białej bawełny:

  • policzki – 2x z podwójnie złożonego materiału

Dodatkowo:

  • oczy i nos z czarnego filcu (opcjonalnie polar lub inny materiał, który nie będzie się strzępił – dzięki temu zaoszczędzimy sobie sporo pracy)
  • uszy z owaty lub flizeliny (1 para)

IMG_20160429_161052[1]

Szycie

1. Panel przedni

Zszywamy ze sobą policzki, składając materiał prawą stroną do prawej. Jest to rozwiązanie nietypowe, ponieważ zazwyczaj wystarczyłoby skroić tylko jedną część i przyszyć jako aplikację (TUTAJ jest to świetnie opisane), jednak biała bawełna ma jeden minus – jest dość cienka i przebija kolor/wzór materiału pod spodem. Dlatego też postanowiłam zszyć dwie takie same części i wywrócić na prawą stronę. Konieczne jest nacięcie zapasu materiału w „dołku”, tak by po odwróceniu nic nie nie marszczyło. Musimy to robić baaaardzo ostrożnie, by nie uszkodzić szwu.

IMG_20160429_161112[1] IMG_20160429_161125[1]

Odwrócone policzki rozprasowujemy dokładnie, przypinamy szpilkami do panelu i stębnujemy blisko krawędzi.

IMG_20160429_161140[1]

Układamy nos i oczy, spinamy szpilkami. Przyszywamy stębnówką. Osobom początkującym (sama często tak robię) proponuję najpierw przyszyć te elementy ręcznie, potem maszynowo – dzięki temu unikniemy niespodzianek po drodze :)

IMG_20160429_161219[1]

Ołówkiem lub kolorową kredą krawiecką rysujemy pyszczek, dzięki temu nasz królik nabierze optymistycznego wyrazu. I teraz są dwa rozwiązania – wyszywamy ręcznie (najlepiej igłą nawleczoną podwójnie złożoną nitką) lub maszynowo (warto wybrać jakiś grubszy ścieg niż tradycyjną stębnówkę. Ja użyłam elastycznej, potrójnej stębnówki. Jeśli nie mamy takich opcji, wystarczy przeszyć dwa – trzy razy te same kontury).

IMG_20160429_161436[1]

Policzki ozdabiamy, robiąc pyszczkowe piegi. Nawlekamy podwójnie igłę do szycia ręcznego (tak by wyszły nam 4 nitki). Wkłuwamy się od spodu na prawą stronę, zawiązujemy supełek tuż przy materiale, potem jescze jeden supełek i wkłuwamy igłę w tym samym miejscu, kończąc pieguska. Powtarzamy kilka razy, w dowolnym układzie.

IMG_20160429_161341[1] IMG_20160429_161448[1]

2. Uszy

Powinny być trochę sztywniejsze. Taki efekt możemy uzyskać wszywając owatę lub podklejając jedną parę uszu flizeliną. Ja wybrałam owatę. Układamy wycięte z materiału uszy prawymi stronami do środka, ukaładamy na owacie, spinamy szpilkami. Zszywamy. przed wywróceniem możemy lekko obciąć rogi na górze. Odwracamy, rozprasowujemy (owatę prasujemy małą temperaturą i dużą ilością pary), stębnujemy 0,5cm od brzegu.

IMG_20160429_161500[1] IMG_20160429_161520[1]

IMG_20160429_161536[1]

Uszy przypinamy do panelu przedniego i przyszywamy bardzo blisko krawędzi, dobrze zabezpieczając końce ściegu.

IMG_20160429_161548[1]

3. Panel tylny

Wykańczamy jeden dłuższy bok każdego kawałka, np. przez przestębnowane potrójne podwinięcie. Układamy obie części na panelu przednim, prawymi stronami do środka. Powstanie nam zakładka, przez którą będzie można włożyć poszewkę na poduszkę. Zszywamy całość stębnówką, pamiętając by zabezepieczyć uszy (wystarczy przeszyć w tym miejscu dwa – trzy razy), ponieważ będą narażone na szególne traktowanie :) Dodatkowo obrębiamy boki, przycinamy wszystkie nitki, wywracamy na drugą stronę. Rozprasowujemy szwy.

IMG_20160429_161606[1] IMG_20160429_161636[1]

I takim sposobem/cudem dobrnęliśmy do końca. Mimo, że cała sprawa może się wydawać skomplikowana, w rzeczywistości dla osób, które już jako tako szyją, zajmie około godziny. Poszewki na poduszki będą prezentem dla dzieci z Rodzinnych Domów Dziecka. Po więcej informacji odsyłam Was do strony Do Poduszki.

Jak zawsze wszelkie sugestie mile widziane, a dla zaintresowanych udziałem w akcji chętnie odpowiem na pytania, jesli trzeba to pomogę lub doradzę (@ w zakładce Współpraca). A na koniec – gdy tylko Bunio zobaczył z rana poduchę, już postanowił że będzie Jego. Dał królikowi nawet miejsce na swoim stołku, na którym nawet ja nie zazwyczaj nie mogę usiąść. Nic, trzeba będzie szyć kolejne :)

DSCF9768 DSCF9778 DSCF9791 DSCF9796 DSCF9812  DSCF9825DSCF9821

Zrobiliśmy sobie stół

Jak dobrze mieć w życiu poczucie, że Twoja druga połówka rozumie Twoje wariactwa. Jak nie mogę spać, to wymyślam. A że w Belgradzie spało mi się słabo, zaczęłam obmyślać wizję balkonu. Na drodze stanął mi stół. Dosłownie. Stary, ale w świetnej kondycji, przygarnięty przez mojego tatę w czasie remontu. Docelowo miał stać na balkonie, ale okazał sie zdecydowanie za duży. Zwłaszcza, że już upatrzyłam coś innego.

I wymyśliłam, brakowało mi stolika kawowego, a znaleziona przeze mnie opcja sięgała rzędu 1000 zł. Wersja tańsza – Ikea – 400 zł. Tak więc M. dał się namówić i w pierwszy wolny dzień, gdy pierworodny zapragnął pojechać do babci, zaczęliśmy zabawę.

IMG_20160421_213444[1]

Zaczęliśmy od zakupów. Na blat wybraliśmy deski sosnowe. Kupiliśmy lakierobejcę, wkręty, kątówki. Wydaliśmy łącznie mniej niż 100 zł. Przycięte deski skręciliśmy razem.

IMG_20160421_213506[1]

Niestety M. musiał je wyrównać, mimo że w markecie budowlanym były cięte na ten sam wymiar. Lekko wyrównałam brzegi desek papierem ściernym. Po przetarciu z kurzu, pomalowałam blat podwójną warstwą lakierobejcy.

DSCF9701

Po zdjęciu oryginalnego blatu, stelaż przycięliśmy do wysokości 45cm. I tu muszę pochwalić M., który tak pięknie to zrobił, że stół w końcu przestał się machać na wszystkie strony. Wyczyściłam go papierem ściernym, wytarłam z kurzu i pomalowałam na biało. Wystarczyły 2 warstwy, które dodatkowo wygładzałam drobnym papierem ściernym.

Dodatkowo pomalowałam szufladę, zmieniłam gałkę na ceramiczną, którą w przyszłości ozdobię. Skręciliśmy całość i usiedliśmy na kanapie, zadowoleni z efektu końcowego. Yeah, jak nie kochać takiego cudownego M.? :)

DSCF9710 DSCF9723 DSCF9728 DSCF9740 DSCF9741 DSCF9746

Jak się podróżuje ze zbuntowanym dwulatkiem?

Ciekawie :) Ale zacznijmy od początku. Od dawna marzyły się nam Bałkany. W sumie miała być to nasza podróż poślubna, w którą się wybieraliśmy przez kilka lat. W końcu postawiałam sprawę jasno – albo teraz (do drugiego roku życia dziecko leci za darmo), albo nigdy! :)

Siedząc w samolocie pierwszego dnia naszych wymarzonych wakacji postanowiłam, że napiszę potem post o tym, że z dzieckiem da się wszystko, że rodzicielstwo nie jest żadną przeszkodą do ciekawych podróży i w ogóle jacy to my jesteśmy super. Pierwszy dzień lekko nadszarpnął moją idealną wizję, drugi całkowicie ją zrujnował, więc potem było już z górki.

Bałkany są piękne, niezadeptane przez rzesze turystów. Górskie położenie drogi między Belgradem a Barem sprawia, że jest to jedna z najpiękniejszych tras kolejowych na świecie. Nie obyło się bez niespodzianek Gdy pociąg podjechał na stację miałam cichą nadzieję, że to nie ten. To był ten. Tak rozpoczęła się nasza podróż w czasy byłej Jugosławii, z gratisowymi 5 godzinami jazdy. To był momen kulminacyjny, kiedy mieliśmy dość, byliśmy tak zmęczeni, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle dojedziemy do celu. Jednak po pokonaniu pociągu wszerz i wzdłuż z milion razy, zmęczeniu i uspaniu Bunia, dojechaliśmy. Po drodze zostaliśmy uraczeni widokami godnymi pozazdroszczenia – góry, wąwozy, tunele. Jedziesz, a tu nagle z jednej i z drugiej strony przepaść. Tak samo wygląda trasa samochodowa, dlatego też wiele osób odradza pokonywanie jej autem.

Klimat tego regionu jest nie do opisania. Z jednej strony szare i skromne domy, a drugiej roześmiani i serdeczni ludzie. Widać wciąż echa niedawnej wojny. Szczególnie Belgrad sprawia wrażenie miasta smutnego i szarego. Odmienne emocje wzbudził w nas Bar, który podzielony jest na dwie części – europejskie wybrzeże i muzułmańską starówkę. Obie społeczności żyją w pełnej symbiozie, otwierając się na turystów. Spotkaliśmy się tam z niezwykłą serdecznością, od naszego gospodarza zaczynając na paniach w spożywczaku kończąc.

DSCF9394DSCF9395  DSCF9407 DSCF9410DSCF9381 DSCF9424 DSCF9425

Podsumowując – dlaczego warto jechać na Bałkany?

1. Ceny, ceny, ceny. Szczególnie nad czarnogóskim morzem. Liczyliśmy się z większymi kosztami stołowania się w knajpach i nałogowego picia kawy. Okazało się, że ceny są zbliżone do naszych, a nieporównywalnie niższe w stosunku do polskiego wybrzeża. Do tego w miejscach „biletowanych”, np. pociąg, ZOO, ogród botaniczny, zabytki, małe dzieci wchodzą za darmo. Jedyne na co należy uważać to taksówki – korzystając z niewiedzy niektórzy potrafią dość ładnie naciągnąć turystów.

2. Pogoda. Byliśmy przed sezonem, około 20-25 stopni. Padało w sumie 1/3 dnia. Nasz gospodarz był niezwykle zmartwiony tym, że nie trafiliśmy w pogodę. A my cieszyliśmy się, biegaliśmy w krótkich spodenkach, kąpaliśmy się w morzu. A oni w kurtkach. Ale co się dziwić, ostatnio śnieg zawitał do nich…. 25 lat temu :)

3. Duża wrażliwość społeczna na dzieci. W Polsce, gdy dziecko wyje na cały autobus, dostaje się matce. Na Bałkanach jeszcze ci zabawią, zagadają, rozśmieszą. No i się uśmiechną, rzucą jakieś miłe słowo, przestajesz się czuć jak wyrodna matka. Dodatkowo dużo placów zabaw i atrakcji dla maluchów. Jedyne czego nam zabrakło – kącików dla dzieci w restauracjach.

4. Niezapomniane widoki. Wybraź sobie – stoisz i patrzysz na morze. Odwracasz się w tył i widzisz góry. Albo jedziesz drogą, z jednej strony jest kamienna ściana, z drugiej gdzieś daleko w dole górska rzeka, w której woda ma kolor czystego lazuru.

Może Bunio nie będzie pamiętał tej wyprawy (raczej na pewno), ale dla nas było to niesamowite przeżycie. Że daliśmy radę. Na upartego, jeszcze Mela by się zmieściła :)