PRL w naszym domu, czyli krzesło poszło na warsztat

W końcu! Tak mogę podsumować rewolucję krzesłową w naszym domu. MIało być lekko i przyjemnie, wyszło jak zawsze ;) A to zszywek brak, to farba nie wyschła, to Bunio postanowił nie zasnąć na drzemkę…. Ciągle coś, ale w końcu, zmotywowana wizją zbliżającego się remontu postanowiłam dokończyć dzieło.

Po kolei. Tak prezentował się mój zabytek w formie wyjściowej. Ciemne nogi, okropna tapicerka, gąbką pod materiałem w rozsypce. Krzesło miało trafić na śmietnik, dostaliśmy je jako gratis do mieszkania, dzielnie służyło w czasie całego remontu (czyli strategicznych dwóch grudniowych tygodni). Motywowana internetowymi przemianami, postanowiłam dać mu nowe oblicze.

IMG_20160306_200918[1]

Wpierw rozkręciłam całość, wyjęłam siedzisko i oparcie. Jako że metamorfoza miała być bardzo nisko budżetowa, wykorzystałam białą farbę, która wcześniej pomogła mi przy szafach w sypialni. Stelaż przetarłam papierem ściernym (ok. 60-100), wytarłam z pyłu i zabrałam się do malowania. Ogólnie 3 warstwy załatwiły sprawę, gdzieniegdzie widać prześwity, więc można by się uprzeć na jeszcze jedną warstwę. Między malowaniem kolejnych warstw delikatnie przecierałam stelaż drobnym papierem ściernym (ok.200-240), by wyrównać wszelkie nierówności.

Kolejnym etapem było tapicerowanie siedziska i oparcia. Miałam resztki gąbki tapicerskiej, więc dociełam ją do wielkości siedziska. Dodałam warstwę owaty, tak by jeszcze „zmiękczyć” efekt końcowy. Na to materiał i gotowe.

IMG_20160326_144441[1]

Wystarczyło spiąć wszystko zszywaczem tapicerskim, lekko naciągając materiał. Okazało się, że to właśnie wybór materiału najbardziej spowolnił cały proces twórczy. Ciężej było z oparciem, z powodu mojego własnego niedbalstwa i pośpiechu wycięłam trochę za wąski kawałek tkaniny, którą było mi ciężko złapać na rogach. Ale odpowiednia motywacja działa cuda :) Na oparciu położyłam już tylko podwójną warstę owaty, bez gąbki tapicerskiej.

IMG_20160326_143114[1]

Największe zaskoczenie czekało mnie na koniec. Mimo, iż moi mężczyźni podzieli się ze mną swoimi narzędziami, okazało się że w żaden sposób to wszystko do siebie nie pasuje. Wkręty nie chcą się wkręcić, niektórych brakuje, oparcie wyszło jakoś nierówno, a między siedziskiem a stelażem może hulać wiosenny wiatr. Byłam już bliska rzucenia całego przedsięwzięcia, ale z pomocą przyszedł M. Ja siedziałam on skręcał :)

IMG_20160325_205124[1]

Podsumowując: koszt całego przedsięwzięcia wyniósł w moim przypadku 6,50zł – tyle zapłaciłam za materiał. Jeśli doliczyć do tego farbę (ok. 10zł), owatę lub/i gąbkę tapicerską (kilka zł), papier ścierny, itp. – nie wychodzi dużo. Przed podjęciem zabawy warto jednak dokładnie obejrzeć mebel, ja niesiona wizją końcową trochę zbyt optymistycznie oceniłam kondycję mojego krzesła. Na pewno jeszcze trochę posłuży, ale będę musiał uważać by Bunio nie przekoziołkował razem z nim :) Czy warto? Warto. Zwłaszcza dla zdobycia praktyki. Było to moje pierwsze takie wyzwanie i już wiem, że np. trzeba mocniej naciągnąc materiał. Ale mimo niedociągnięć efekt końcowy zadowala mnie niezmiernie, a moje szyciowe królestwo zyskało mega wygodne krzesło :)

IMG_20160326_145315[1] IMG_20160326_145330[1] IMG_20160326_145348[1]

Kamizelka dziecięca, czyli już czas na wiosnę. DIY tutorial + wykrój

Dobra, z tą wiosną przesadziłam, albowiem spadł śnieg. Ale my się zimie nie dajemy i szyjemy wiosenną kamizelkę. Natchnęłam się tutorialem pochodzącym ze strony Eti (http://etiblog.com.pl/bezrekawnik-dla-dziecka-opis-jak-uszyc-oraz-jak-przygotowac-wykroj/), jednak trochę się wystraszyłam poziomu trudności. Dlatego postanowiłam stworzyć trochę prostszą wersję. Co nam będzie potrzebne:

  • wykrój, który zaraz sobie zrobimy,
  • materiały: wierzchni (u mnie spadkowy, pojęcia zielonego nie mam, jak się nazywa), owata i podszewka (wykorzystałam cienką dresówkę z leżącej na dnie szafy bluzy),
  • podstawowe narzędzia krawieckie: kreda, szpilki, linijka, nici.

Przygotowanie wykroju

Potrzebna będzie bluza z kapturem i papier do odrysowania wykroju. Na papierze rozkładamy bluzę tak, by odrysować przód. Najłatwiej jest to zrobić odwracając bluzę na lewą stroną, możemy łatwiej kontrolować, czy nic się nie przesunęło. Kontury, do których mamy utrudniony dostęp, odbiłam na papierze szpilką – nakłuwam lekko wzdłóż wybranej linii, którą później po kropkach odwzorowuję na papierze.

IMG_20160319_210226[1]

Gdy mamy gotowy przód, tuż przy linii boku układamy tył, tak by pozbyć się szwu bocznego. Odrysowujemy połowę tyłu bluzy.

IMG_20160319_210247[1]

Został nam kaptur. Pamiętaj, by wybrać bluzę z kapturem złożonym z 2 części, bez środkowego klinu. Znów rozkładamy płasko na papierze i odrysowujemy.

IMG_20160319_210313[1]

Kontrolujemy  ramiona, czy z przodu i z tyłu są takiej samej szerokości oraz podkrój szyji, który powinien być równy odpowiadającemu mu podkrojowi kaptura. Jeśli potrzeba – poprawiamy i wycinamy wykrój.

Pikowanie

Tu zabawa jest największa i w sumie zajmuje najwięcej czasu. Ale warto :) Na naszym materiale wierzchnim rysujemy kredą krawiecką równoległe linie, w poprzek materiału, w odłegłości 4 cm (przy większych ubraniach można śmiało zwiększyć tą odległość). Spinamy gęsto szpilkami z owatą i przeszywamy wzdłuż zaznaczonych linii, pilnując aby nic się nie rozjechało.

IMG_20160319_210141

Krojenie

Układamy na podwójnie złożonej podszewce obie części wykroju. Środek tyłu musi się znaleźć na linii złożenia materiału. Następnie kroimy materiał wierzchni. Warto ułożyć go na desce do prasowania i naciągnąć lekko szpilkami (pikowana tkanina będzie mieć tendencję do „ściągania się”). Układamy części wykroju identycznie jak na podszewce, spinamy, wycinamy.

IMG_20160319_210333[1]

Szycie

Zaczynamy od podszewki. Zszywamy ze sobą ramiona oraz szew środkowy kaptura. Rozprasowujemy. Spinamy kaptur z podkrojem szyi, układając prawą stroną do prawej. Warto zacząć od środka, by ewentualne nierówności poprawić na końcach. Zszywamy, rozprasowujemy.

IMG_20160319_210402[1]

Identycznie szyjemy część wierzchnią. Dodajemy zamek. Do krawędzi przodu przykładamy zamek, układając go prawą stroną do prawej strony materiału. Na górnym końcu zaginamy lekko zamek do środka, tak by schował się w szwie. Zszywamy około 0,5 – 1cm od brzegu.

IMG_20160319_210511[1]

Tak samo postępujemy z drugą częścią zamka. Przewracamy na prawą stronę i sprawdzamy, czy linie pikowania nie rozeszły się, tak ja widać na moim egzeplarzu.

IMG_20160319_210543[1]

Składamy obie warstwy, prawą stroną do siebie, spinamy. Zszywamy wzdłuż brzegu kaptura, przodów i dołu, wszystko można zrobić jednym szwem.

IMG_20160319_210621[1]

Przewracamy na prawą stronę.

IMG_20160319_210653[1]

Zostały nam do wykończenia podkroje pach. Zanim to zrobimy, warto zmierzyć na swoim modelu, czy nie są za małe i powiększyć je w razie potrzeby. Można to zrobić na różne sposoby. Ja wybrałam odszycie z dzianiny. Kroimy dwa paski o szerokości 3 cm i długości równej podkrojowi pach zmniejszoniej o 1-2 cm (zależnie od rozciągliwości dzianiny). Składamy na pół, lewą stroną do środka. Przypinamy w taki sposób, by „brzydszy” brzeg przylegał do podkroju pachy. Zszywamy i odwracamy na prawą stronę.

IMG_20160319_210730[1]

Dopinamy podszewkę, tak by schować brzeg do wewnątrz. Zszywamy ręcznie, jak najbardziej niewidocznym ściegiem.

IMG_20160319_210717[1]

Na koniec odwracamy wszystko na prawą stronę i możemy przestębnować wzdłóż kaptura, przodu i dołu kamizelki.

IMG_20160321_094513[1]

I gotowe :) Można już tylko czekać wiosny! :)

IMG_20160321_094617[1] IMG_20160321_094552[1] IMG_20160321_094441[1]

Worek Sako na leniwe popołudnie – DIY

Plan był już od baaaaardzo dawna. Jakieś pół roku temu zaczęła się realizacja, która wczoraj zakończyła się sukcesem. Jak tak dalej pójdzie, to za 10 lat skończę wszystkie kotłujące się aktualnie w głowie pomysły.

IMG_20160315_100433[1]

Po pierwsze wykrój. Możesz zrobić go samodzielnie według schematu:

IMG_20160313_063621[1]

Jak już mamy szablon, układamy materiał złożony poczwórnie i wycinamy. Bierzemy 2 części, składamy prawą stroną do środka i zszywamy tylko jeden bok. Powtarzamy dla kolejnych dwóch. Rozprasowujemy. Powstałe „jajka” składamy znów prawą stroną do siebie, spinamy. Zszywamy zostawiając otwór na wypełnienie, wypełniamy wkładem, zaszywamy otwór. Jeśli wierzycie, że wasze dziecko będzie utrzymywało swój nowy mebel w czystości – można tu zakończyć swoją pracę i cieszyć się wolnym popołudniem. Jeśli jednak z jakiś powodów macię wątpliwości i nie macie ochoty prać ręcznie zabrudzeń z jogurtów i plasteliny, polecam uszyć pokrowiec z materiau właściwego.

Ach, ile ja się naszukałam za tym materiałem. Wymyśliłam kolor, taki by pasował do ogólnej wizji pokoju Bunia. A potem szukałam czegoś, co 1. nie będzie przyciągało ścierści, 2. będzie wystarczająco wytrzymałe. No i znalazłam (to nic, że po pół roku) zasłonę w sh, w pięknym niebieskim odcieniu, o splocie przypominającym jeans.

Pokrowiec szyjemy identycznie jak pierwszą część. Zostajemy na etapie spiętych (nie zszytych)  ze sobą „jajek”. Wyznaczamy miejsce zapięcia pokrowca. Najłatwiej wstawić w tym miejscu zamek. Ale nie, nie znalazłam tak długiego zamka. A że był sobotni wieczór i bałam się odkładania szycia do poniedziałku z obawy utraty weny – padło na guziki. Wykorzystałam oryginalny brzeg zasłony, o szerokości 4 cm i długości 50 cm – jeśli wybierzesz ten sposób wytnij dwie listwy o wymiarach 8 x 50 cm i zaprasuj prawą stroną na zewnątrz. Spinamy szpilkami z pokrowcem, prawą stroną do prawej, pamiętając o ładnym wykończeniu listwy – ja zagięłam rogi do wewnątrz, tworząc trójkąty.

IMG_20160315_100545[1]

Przyszywamy listwy, Jedną rozprasowujemy „na płasko”, drugą zaprasowujemy „pod spód”.

IMG_20160315_100527[1]

Na drugiej listwie robimy dziurki na guziki. Używam do tego stopki, która zdecydowanie ułatwia sprawę:

IMG_20160315_100511[1]

Gdy nasze zapięcie jest już gotowe, możemy wreszcie zszyć „jajka”. Przyszywamy guziki. I gotowe :)

IMG_20160315_100341[1]

Warto pamiętać:

  • szyjemy dość gęstym ściegiem, tak by zwiększyć wytrzymałość naszego cuda,
  • wybieramy tkaniny o gęstym splocie,
  • wielkość szablonu jest dopasowana do wzrostu kilkuletniego dziecka, jeśli chcemy uszyć worek sako dla dorosłego musimy powiększyć szablon. Możemy też zmodyfikować kształ, wydłużając długość lub szerokość. Najważniejsze jest zachowanie kąta 90 stopni – wtedy worek ładnie „stoi” na podłodze. Najlepiej uszyć próbną wersję i sprawdzić czy nam odpowiada,
  • do wypełnienia można użyć gotowych granulatów styropianowych dostępnych np. na Allegro; w moim przypadku oczywiście nie odbyło się bez kombinowania – regularnie wysyłałam M. na obrabowanie ekipy ocieplającej sąsiedni blok. Nie wiem, co myśleli sąsiedzi, gdy wracal codziennie z kawałkiem styropianu pod pachą. Potem zaczynałam walkę pt. kruszenie. Jeśli chcesz iść tą drogą sprawdzona metoda jest taka: niewielkie kawałki styropianu wrzucasz w dużą poszwę, zawiązujesz i ugniatasz. Dosłownie. Rękoma oraz przez intensywne siedzenie. Trochę zabawy, ale warto – kreatywnie wykorzystujesz coś, co ląduje w śmieciach i rozkłada się przez następne X lat na wysypisku.

Niestety syn nie miał nastroju na pozowanie przy swoim worku Sako, więc oddelegował do tego Melę.

IMG_20160315_100412[1]

Dziecięco – psia miłość, czyli czy warto mieć psa przy małym dziecku

Wszyscy mówili, że jesteśmy nienormalni. Że nie przy naszej pracy, trybie życia, wyjazdach, małym mieszkaniu. Ale zrobiliśmy po swojemu. I tak, prawie 2 lata temu pojawiła się w naszym domu ona, Melania, najbardziej nienormalne, nadpobudliwe szczenię jakie widziałam.

IMG_20160313_203326[1]

Nikt tak naprawdę nie wiedział dlaczego. Przecież najpierw pownno być dziecko, potem jak już byłby dom, to może pies. Ale na dziecko musieliśmy cierpliwie czekać. Comiesięczne wylewanie łez, często w samotności, bo M. daleko… to było za dużo. Tak więc M. któregoś dnia wziął szczeniaka. Moje lekarstwo, żeby nie zamknąć się w czterech ścianach ze swoimi smutkami. Dzięki tej małej wariatce miałam motywację, by rano wstać, ubrać się, spotkać się z ulubioną sąsiadką. Jak się okazało, jej droga do macierzyństwa też nie była prosta. Jak dobrze było po prostu porozmawiać, o życiu i o pierdołach.

Na szkoleniu w ośrodku adopcyjnym mniej lub bardziej delikatnie zasugerowano nam, że może mamy o jednego psa za dużo. Auć! I to był ten motywator, dzięki któremu postanowiłam, że dam radę. Ja nie dam rady? :)

No i się zaczęło. Chcecie wiedzieć jak wygląda życie z psem i małym dzieckiem? A może zastanawiasz się nad czworonogiem dla swojego potomstwa?

Przygotuj się na jedno. Sierść. Wszędzie. Na ubraniach, skarpetkach, meblach, dywanach. Nawet na naczyniach w kuchni (tak, mam nawyk płukania wszystkiego, co stoi w dolnych szafkach). Ale, ale – nagle okazuje się, że możesz zostać mistrzem odkurzacza! Nie straszne jest ci 85m, nie straszne biegające dziecko. A propost dziecka – jemu też kup odkurzacz, w końcu – czym skorupka za młodu… :) No i w końcu, po 27 latach ciężkiej i mozolnej pracy moich rodziców nauczyłam się chodzić w kapciach.

No i te wydatki. Tu właśnie przewracam oczami. Więcej wydaję na „drobne przyjemności” – M! te chipsy, te co lubimy! – niż na psa. W naszym przypadku nie jest to więcej niż 100zł miesięcznie. Czy jest to dużo czy mało, nie wiem. Wiem natomiast, że można zmniejszyć te koszty, kupując np. 15kg worki karmy, o które będziesz potykać się przy każdym wyjściu na balkon.

Jedno jest pewne, Mela jest najlepszym kumplem naszego syna. W hierarchi ważności tuż po rodzicach, przy każdym wyjściu dostaje buziaki. Trochę mu zazdroszę, bo ze swojego dzieciństwa pamiętam tylko pająki i myszy, grasujące w naszym nowowybudowanym mieszkaniu.

A czymże jest spacer? Czystą przyjemnością uczestnictwa w rajdzie terenowym. Bunio woła że chce smycz. Daję dziecku smycz, uprzednio przezornie zaczepiając ją o stelaż wózka. Wszystko idzie gładko, no może szybko, ale dzięki Bogu chodniki są w standardzie europejskim. Do czasu, aż Mela zauważy kota. I niech wtedy będą dzięki za jaką taką siłę mięśni. Uff, dojechaliśmy do sklepu. Psa wiążemy przed, idziemy po zakupy. Nagle w połowie naszej drogi woła jakaś kobieta: „o matko!” i widzę tę swoją bestie z rozwianym włosem na uszach, pędzącą do nas, między półkami pampersów, tuż za alejką z papierem toaletowym. Dobra, udało nam się zapłacić i spakować, dać Buniowi herbatnika, a psa spętać na smyczy. Wchodzimy do klatki. Najpierw zakupy. Kurs drugi wózek. Potem dziecko. Cały czas modlisz się, by nie zaczepić się o to nadpobudliwe stworzenie/skaranie Boskie albo smycz. Udało się! (wciąż jestem wdzięczna Bogu za możliwość zamieszkania na parterze, bo na drugie piętro musiałam brać wszystko na siebie – dosłownie) :)

Pomimo wylania gorzkich żali i przejścia bardzo nieobojętnie nad trudami codzienności nie oddałabym naszego psa nigdy. Bo po całym dniu walki wręcz przyjdzie ten kudłak i przytuli się (oczywiście obdarzając cię sierścią), popatrzy swymi maślanymi oczami. I wiesz, że jesteś dla niego najważniejszym człowiekiem na świecie.

Gwiazdka z nieba DIY – tutorial i wykrój na poduchę

Nie ominęło mnie szycie poduchy gwiazdki. A to z powodu materiału, który kupiłam w postaci zasłony w sh. Nie mogła wyborazić sobie niczego innego z tego wzoru ;) Przy okazji pokażę prosty sposób jak samodzielnie zrobić wykrój i uszyć gwiazdę z nieba dla jakiejść małej królewny.

Przedstawione wartości są rzeczą umowną. Jeśli chcesz zwiększyć poduchę lub zmienić jej proporcje wydłużając lub skracając ramiona – śmiało! Na papierze możesz bawić się do woli :)

poduszka gwiazdka

Gdy już mamy formę, przystępujemy do szycia. Zaczynamy od krojenia – wycinamy jeden raz z podwójnie złożonego materiału, dodając ok. 1cm zapasu na szwy. Szyjemy bardzo gęstym ściegiem (ja ustawiłam na 1.5), tak by nasze szwy były mocne i nie pękły w późniejszym intensywnym użytkowaniu.

Przed szyciem spinamy dokładnie obie warstwy szpilkami. Zaczynamy od połowy ramienia i jedziemy :) na szczytach i u podstawy ramion warto wzmocnić szew, przeszywając 2-3 razy strategiczne miejsca. Zostawiamy otwór szerokości dłoni na wywrócenie i wypełnienie.

IMG_20160310_145025[1]

Aby nasza poducha układała się ładnie i estetycznie, musimy ponacinać pewnie miejsca. Po pierwsze – u podstawy ramion. Bardzo uważamy by nie naruszyć ściegu (dlatego przydaje się dodatkowe przeszycie w celu wzmocnienia), a jeśli nam się zdarzy – od razu naprawiamy szkody.

IMG_20160310_144952[1]

Po drugie – szczyt ramienia gwiazdy. Jest to już mniej obowiązkowe, jednak przy szyciu z grubszych materiałów bardzo przydatne. Wycinamy nadmiar materiału, z jeszcze większą precyzją niż ostatnio. Jeśli utniemy za dużo, materiał może później „wychodzić” ze szwów, jeśli za mało – nie wywrócimy ładnego kąta ostrego. Znów przydaje się dodatkowe wzmocnienie podwójnym lub potrójnym szwem.

IMG_20160310_145007[1]

Jeśli mamy już za sobą niebezpieczne zabawy z nożczkami, wywracamy wszystko na prawą stronę i baaaaardzo dokładnie rozprasowujemy szwy.

IMG_20160310_144925[1]

Wypełniamy poduchę, ręcznie zszywamy otwór i cieszymy się z radości wymalowanej na twarzy małej księżniczki :)

IMG_20160310_165547

Mój egzemplarz trafił na aukcję charytatywną – zbiórkę pieniędzy na pokonanie chłoniaka Kasi. Więcej szczegółów tu: https://www.facebook.com/groups/1654942991394698/?ref=ts&fref=ts.