Body dziecięce – tutorial szycia

Dzisiejszy dzień minął w takim tempie, że nie zdążyłam się obejrzeć. Zresztą jak cały tydzień. M. mocno się zdziwił, że jutro sobota. Na szczęście.

W każdym razie, znalazłam dziś czas, by dokończyć bodziakowy projekt i przekonać się, że przeceniłam wzrost mojego dziecka o dobre 2 rozmiary :) ale na swą obronę powiem, że z przymierzaniem przez mojego modela naprawdę nie jest łatwo. Jak w końcu udało mi się przyłożyć do niego efekt finalny, to stwierdził „NIE”. Więc przejdźmy do rzeczy.

Według wykonanego przez nas wcześniej wykroju wycinamy przód, tył, 2x rękaw oraz plisę dekoltu, dołu oraz jednego ramienia, na którym zrobimy zapięcie (o szerokości 2-3 cm i długości równej obszywanego podkroju pomnożonego przez 0,7-0,8 – w zależności od rozciągliwości dzianiny). Plisę składamy na pół prawą stroną za zewnątrz i zaprasowujemy.

IMG_20160115_163003[1]

Zaczynamy od góry. Zszywamy jedno ramię. Przy drugim zrobimy zapięcie. Do ramienia tyłu i przodu doszywamy przygotowane wcześniej plisy.

IMG_20160115_163243[1]

Tył – rozprasowujemy na płasko, przód – odszycie zaprasowujemy pod spód (tak, żeby patrząc z góry nie było go widać). Stębnujemy.

IMG_20160115_163325[1]IMG_20160115_163258[1]

Odszywamy dekolt. Układamy plisę lekko naciągając. Spinamy szpilkami dla ułatwienia. Końcówki plisy podwijam do wewnątrz.

IMG_20160115_163433[1]

Przeszywamy ściegiem elastycznym (lub zygzakiem), wywijamy na drugą stronę i rozprasowujemy.

IMG_20160115_163449[1] IMG_20160115_163604[1]

Przyszywamy rękawy. Zaletą szycia dzianin jest możliwość wszycia rękawów „na płasko”, czyli przed zszyciem szwów bocznych. Przypinamy główkę rękawa do podkroju pachy, tak by nie pomylić prawego z lewym, przodu z tyłem (pomagają w tym nacinki z oryginalnego wykroju Papavero). Zszywamy. Pamiętaj, by przed wszyciem rękawa odpowiednio spiąć niezszyte ramię. Szkoda potem czasu na prucie. Zresztą prucie zabija radość szycia, zwłaszcza przy ograniczeniach czasowych.

IMG_20160115_163644[1]

Po wszyciu rękawów wszystko zaczyna przybierać kształtów. Rozprasowujemy. Zszywamy boki. Rozprasowujemy. Ja poszam na łatwiznę z powodów wymienionych powyżej i zostawiłam sobie oryginalne podłożenie rękawa. Jeśli nie masz takiej możliwości lub po prostu chcesz poszaleć, dobrze się sprawdza doszycie „mankietów” – tym samym sposobem, którym wykończyliśmy dekolt (mankiety powinny być tylko szersze, tak by nie odwijały się podczas noszenia).

IMG_20160115_163727[1]

I tak dobrnęliśmy do samego dołu. Przypinamy plisę do dołu naszego bodziaka, lekko ją naciągając.

IMG_20160115_163804[1]

Przyszywamy, rozprasowujemy, jeśli chcemy – stębnujemy.

IMG_20160115_163840[1]

Na koniec zostało nam doszyć zatrzaski, 2 na ramieniu i 3 na zapięciu dołu. Jeśli macie napownicę – to świetny moment by jej użyć. Gotowe! :) Możemy zaimponować dziecku, mężowi, teściowej, koleżance i koledze. A przede wszystkim – przetworzyć coś z niczego, czyli pomóc swojemu porfelowi i naszej planecie.

A propos imponowania dziecku: „Zobacz synku, jakie ładne ubranko mama ci uszyła”, „NIE!!”. No nic, przegrałam w tym momencie ze świnką Peppą :)

Jajko uczy kurę, czyli życie z dwulatkiem

Z zaskoczenia zostałam mamą. I to nie niemowlaka, tylko od razu ponad rocznego dziecka. Było łatwo? Nie. I nadal nie jest ;) Czego nauczyłam się przy moim już prawie dwuletnim dziecku?

IMG_20160112_194304[1]

1. Czas jest pojęciem względnym. Rozciąga się niemiłosiernie, gdy trzeba się ubrać. Albo zjeść. Albo zasypiać. Nie mówiąc o sytuacji, gdy musimy zatrzymać się na czerwonym, postać chwilę w kolejce, poczekać aż jedzenie się podgrzeje. „Poczekaj cierpliwie” to dwa najgorsze wyrazy w słowniku mojego syna.

2. Mała rzecz, a cieszy. Zaskakujące jest, czym dziecko potrafi się bawić. Karton, rolka papieru toaletowego, mop, butelka, kosz na pranie, kapcie taty, miska psa, sam pies – lista jest nieograniczona. Oczywiście żadne sklepowe zabawki nie są tak interesujące.

IMG_20160112_194217[1]

3. Zmienność emocji i nastroju dotyczy nie tylko kobiet. Bunt dwulatka jest gorszy niż huśtawka nastrojów w czasie PMS/ciąży/menopauzy. Mamy niemowlaków, cieszcie się (póki możecie). Ale światelkiem w tunelu jest fakt, że po kilku publiczych wybuchach uczysz się rozpoznawać, kiedy nastąpi tąpnięcie i sprytnie przekierowujesz uwagę: o! jakie duże auto jedzie!

4. Energia jest zasobem szybkoodnawialnym. Nie tylko u dzieci, również u rodziców. Pojęcie „jestem zmęczona po pracy” zamieniłam na „idę do pracy odpocząć fizycznie” :) Ku własnemu zaskoczeniu doba ma więcej godzin, domowe czynności da się wykonać szybciej, a zakupy to już w ogóle w tempie ekspress. I nagle nastaje moment, w którym wszystko ucicha (drzemka), a ty nie wiesz co ze sobą zrobić. No i odpoczynkiem jest chwila na ławce na placu zabaw. Szybka regeneracja i biegniesz, bo musisz zdjać dziecko z drabinki. Ewentualnie pomóc wejść na zjeżdżalnię.

IMG_20160112_194335[1]

5. Pochuchane nie boli. To nasz rytułał. Świętość. I działa w obie strony. Przy wyrzynającej się aktualnie ósemce dostaję od syna buziaki i głaskanie po bolącym policzku. A każda kobieta lubi, gdy mężczyzna o nią dba. A jeśli tych mężczyzn jest dwóch, radość jest pełna.

Body dziecięce, najprostsze na świecie! Jak zrobić wykrój DIY

Dziś M. usypiał Bunia, co po wczorajszym wieczorze (prawie półtorej godziny walki) wlało we mnie spokój i zachęciło do działań twórczych. Jako że dzieć rośnie jak na drożdżach, wszystkie bodziaki mają jakieś takie krótkie rękawy. A ja mam stertę koszulek M. do przeszycia. Tak właśnie rodzą się pomysły :)

IMG_20160110_200441A więc dziś przepis na body! Bierzemy:

  • gotowe body, najlepiej aktualnie pasujące
  • gotowy wykrój na prosty t-shirt dziecięcy (korzystam z wykroju Papavero http://papavero.pl/article?id=1202)
  • papier, mazak/długopis, linijka

W pierwszej kolejności zajmiemy się tyłem. Na papierze rozkładamy gotowy wykrój na t-shirt i odrysowujemy. Pamiętaj, że wykroje z Papavero mają dodany gotowy zapas na szwy, co należy uwzględnić w naszej dalszej pracy.IMG_20160110_200502[1]Od wysokości podkroju pachy przykładamy gotowe body i odrysowujemy dół.

IMG_20160110_200628[1]Dorysowujemy brakujące na dole zapasy na szwy, przenosimy brakujące oznaczenia z wykroju podstawowego. Mierzymy długość boku.

IMG_20160110_200747[1]W identyczny sposób postępujemy z przodem. Musimy pamiętać, by boki obu części były sobie równe.

IMG_20160110_200818[1]Gotowy wykrój rękawa odbijamy na papierze, odpowiednio przedłużając boczne linie – muszą być równej długości (pamietaj też o przeniesienu zaznaczonych nacinków, dzięki który łatwiej wszyjesz rękaw).

IMG_20160110_200925[1]Teraz powinno nastąpić przymierzenie wykroju do dziecka, chociaż orientacyjne :) Już wiem, że będę musiała trochę wydłużyć wykrój. Ale o tym następnym razem ;)

IMG_20160110_201115[1]

chaos, widzę chaos!!

Jak żyć w chaosie? Jak ktoś, kto uwielbia mieć plan, nagle musi zacząć żyć nie planując za wiele? A jak już wiesz, że jest zaplanowane, to i tak pewnie się nie uda realizacja?

Wigilia. U nas, cała rodzina. Dzień został zaplanowany już wcześniej, jak zresztą całe przygotowania przedświateczne, tak żeby rodzinny odpoczynek też zagościł w naszym domu. Tak więc w dniu strategicznym M. ma rozplanowane zakupy, opieka nad synem podzielona, wszystko dogadane. A on znika, na całą przedłużającą się w nieskończoność godzinę. Tak więc plan runął. Jak potem się okazało, chodziło o mój prezent urodzinowy (tak, jestem jednym z tych szczęśliwców urodzonych 25 grudnia). Ale plan, kochanie, plan!!

Przedpołudnie z Buniem w domu. Usypiam Bunia, po wcześniejszym przebiegnięciu kilkadziesiąt razy placu zabaw, żeby szybciej zasnął, bo mam plan. Nie śpi, plan nie wychodzi. Znowu.

Jak żyć bez planu? Spontanicznie! Tak, planowanie daje poczucie bezpieczeństwa, sprawia że wszystko ma ręce i nogi. O ile udaje się go zrealizować. Od kiedy jestem mamą nauczyłam się nie planować. A raczej mieć ograniczone planowanie. Bo co to za różnica, czy będę mieć idealnie czysty dom, kosztem syna uczepionego płaczem i rękoma nogi, męża który wieczory spędza z komputerem, a ja ze szmatą. Czy o to chodzi?

IMG_20160105_142140[1]IMG_20160105_202137[1]

Cała moja przeszłość, wszystkie poprzednie lata, pokazują że planowanie nie ma tak wielkiego sensu. Miałam być starą panną z kotem, mam męża i psa. Do trzydziestki miałam urodzić dwójkę dzieci, a w wieku 27 lat mam już prawie 2-letnie dziecko i świadomość, że nigdy nie urodzę. Miałam robić doktorat, zostać super-fizjoterapeutą, a przez prawie 2 lata po studiach pracowałam klipsując ubrania w galerii. Nie było łatwo, ale dziś widzę jak bardzo było mi to potrzebne. „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz Mu o swoich planach”. Mój Tato w niebie musiał się dobrze zaśmiewać :)

Dziś wiem, że nie muszę mieć planu, bo On go ma. I jak widać prowadzi mnie ku najlepszemu. A ja się cieszę, tak bardzo się cieszę z rzeczy małych. Jak Bunio się śmieje, że mogę zasypiać w ramionach M. I z tego, że mogę patrzeć na moich mężczyzn, szczęśliwych i zdrowych. Nawet jak na obiad jemy frytki z Biedronki albo burgery z ulubionej knajpy.