Infinity dress DIY, czyli najpraktyczniejsza rzecz w wakacyjnej garderobie – tutorial szycia

Gdy tylko ją ujrzałam – przepadłam! Wiedziona wizją urlopową i obietnicami pogodowymi, postanowiłam uszyć najpraktyczniejszą sukienkę, jaką świat wymyślił. Infinity dress to w sumie 3 lub 4 kawałki materiału, niecała godzina roboty i kilkanaście komibnacji podczas noszenia.

W wersji pierwotnej dwa długie pasy połączone są ze spódnicą. Niestety niewiele z nas ma figurę modelową, więc opracowałam wersję zasłaniającą trochę newralgicznych punktów, przy zachowaniu oryginalnego zamysłu motania się dookoła siebie.

Krojenie

Potrzebujemy 2 metrów dzianiny. Szyjemy z tkanin mocno elastycznych – ja znalazłam materiał idealny, za – uwaga! – całe 10 zł za metr. Możecie znaleźć ją tutaj.

Z materiału kroimy następujące części:
- spódnica: prostokąt o wymiarach 160 cm x gotowa długość spódnicy + 2 cm zapasu na szew,
- pasy: 2 prostokąty o wymiarach 40 cm x 160 cm,
- część górna: według zamieszczonego poniżej schematu. Szerokość tej części zależy od rozciągliwości dzianiny. W moim przypadku przy obwodzie klatki piersiowej 90 cm wystarczyło 70 cm szerokości****. Element ten kroimy 2 razy.

****Ważne: podczas intesywnego noszenia mojego egzemplarza okazało się, że część górna jest jeszcze trochę za szeroka – w moim przypadku wystarczyłoby 60 cm szerokości. Wszystko zależy od rozciągliwości materiału, więc uważnie zweryfikujcie to podczas przymiarki :)

Wymiary te są dopasowane do osoby o rozmiarze 38 i wzroście 164 cm. Łatwo dopasujesz samodzielnie korekty do swoich wymiarów :)

Szycie:

1. Zaczynamy od góry sukienki. Składamy obie części prawymi stronami do wewnątrz i zszywamy wzdłuż górnego brzegu:

Rozprasowujemy szew i układamy wzdłuż krótszego brzegu, prawymi stronami do wewnątrz. Zszywamy i dokonujemy pierwszej przymiarki – jeśli trzeba, zmniejszamy obwód tej całości.

2. Zszywamy pasy. Układamy prawą stroną do wewnątrz i zszywamy wzdłuż długiego i jednego krótkiego brzegu. Rozprasowujemy szwy.

3. Zszywamy szew spódnicy.

4. Składamy poszczególne elementy w całość. W pierwszej kolejności układamy pasy, tak by lekko zachodziły na siebie (ok. 2 cm):

Dodajemy część górną sukienki, pilnując by nie przesunęła się względem pasów (środek tej części musi wypadać idealnie na środku złożenia pasów):

Dodajemy spódnicę. Górę (ułożoną jak na zdjęciu powyżej) wkładamy w środek spódnicy (odwróconej prawą stroną do wewnątrz). Symetrycznie wyznaczamy cztery równo oddalone od siebie punkty i przypinamy do części górnej. Lekko naciągając upinamy resztę materiału:

Zszywamy całość – dla ułatwienia można najpierw ręcznie przestębnować, potem zszyć na maszynie. Odwracamy, rozprasowujemy i mierzymy :) Gdy długość się zgadza – podkładamy dół spódnicy lub (jak w przypadku mojej dzianiny) zostawiamy surowe wykończenie.

Uwagi dodatkowe:
- zarówno materiał, jak i szwy muszą być elastyczne! Możesz szyć na overlocku lub maszynie: ściegiem elastycznym lub zygzakiem,
- jeśli chcesz uszyć wersję odważniejszą zamień część górną sukienki na kilkucentymetrowy pasek i zwiększ szerokość pasów do wiązania, by łatwiej było zakryć biust,
- jeśli masz większy biust lub chcesz mieć więcej materiału do drapowania na ramionach, dodaj kilka centymetrów do szerokości pasów,
- jeśli Twój materiał na to pozwala, możesz zostawić surowe wykończenia szwów. Zamiast zszywać pasy, możesz zrobić je szersze, z pojedynczej warstwy materiału,
- by nie zniechęcić się i sprawdzić zaplanowane wymiary, uszyj wersję próbną, np. z używanego prześcieradła z jersey’u przeznaczonego do recyklingu.

Trudno wyobrazić sobie sylwetkę, dla której ten model by nie pasował :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Mission impossible: jak ogarnąć szafę?! Sprawdzone sposoby zawodowego zbieracza ubrań

Doszłam w swoim sz(ż)yciu do momentu, gdy straciłam cały zapał. Mam wrażenie, że czego nie dotknę – wszystko zepsuję. Normalnie fatum jakieś. Po kolejnej nieudanej rzeczy, zrezygnowana rozejrzałam się dookoła i stwierdziłam, że moja przestrzeń potrzebuje większych porządków. Nagromadziłam taką ilość materiałów i rzeczy do przeróbki, że nie mogłam ogarnąć całego bałaganu wzrokiem. Po kilkudniowym resecie wzięłam się w garść. To był dopiero początek. Po pokoju szyciowym nadszedł czas na moją szafę – odważne posunięcie! Jeśli tak jak ja myślisz, że jest to niemożliwe – przygotowałam małą ściągawkę. Bierzcie i ogarniajcie się! :)

Na początku wszystkie ubrania dzielimy na trzy grupy:

1. Noszę – rzeczy, które aktualnie są w użyciu,

2. Nie noszę – nie lubię, nie pasuje mi to, jest już zniszczone lub sprane,

3. Noszę okazjonalnie – np. sukienki, które nakładamy na większe wyjścia.

Pierwsza i ostatnia kategoria nie sprawia zbyt dużego problemu, druga jest polem minowym. Naprawdę. Warto podejść do sprawy na zimno. Odrzucamy wszystkie rzeczy, które są zniszczone, sprane, poplamione. Potem eliminujemy te, w których źle się czujemy, bo i tak istnieje mała szansa, że będą kiedyś w codziennym użytku. Jeśli nie jesteś do końca przekonana – spakuj je i odstaw na co najmniej miesiąc. Te, które w tym czasie nałożysz zostają w szafie.

Jeśli jesteś sentymentalna – to masz problem ;) Nie mam serca napisać Ci, żebyś wyrzuciła sukienkę z pierwszej randki z mężczyzną, który okazał się tym jedynym – ba! Sama trzymam taką jedną sukienkę, którą dostałam w ramach przeprosin za zapomniane urodziny, mimo iż już jej najprawdopodobniej nie nałożę. Przede wszystkim – umiar!

Dodatkową miną będzie dział nazwany: ubrania do domu/ogrodu/spania. Dlaczego? Nagle wszystkie dwanaście powyciąganych koszulek, zamiast do kontenera trafia na dno szafy, bo się przecież kiedyś przyda. Błąd! Zostaw dwa lub trzy zestawy śpiące, resztę bez sentymenów zutylizuj.

Co zrobić z ubraniami z kategorii nr 2, które są jeszcze w dobrym stanie? Po pierwsze – możesz pobawić się w twórczy recykling i ze starych jeansów uszyć dziecięce spodnie, z bawełnianych koszulek zrobić dywanik lub podkładki pod kubki. Ale znów – umiar, umiar, umiar! Po drugie – możesz oddać je komuś znajomemu lub na cele charytatywne – poszukaj w okolicy miejsc takich jak Dom Samotnej Matki lub organizacja wspierająca ludzi w cieżkich sytuacjach życiowych.

Ogarnięta szafa to (w mniejszym lub większych stopniu) ogarnięte życie. Łatwiej jest uporządkować rzeczy z prania, wybrać rano strój do pracy, znaleźć pasujące spodnie czy bluzkę, a nawet nie wkopać się podczas zakupów – będziesz wiedziała, że masz już dziesięć szarych t-shirtów w szafie, jedenasty jest zbędny! :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Sukienka/bluzka „cold shoulder”, czyli kolejny WWU

Wśród trendów bluzek i sukienek „hiszpanek”, nieśmiało wypatrzyłam „cold shoulder”. Dosłowność zimnego ramienia tego dziwnego lata uderzyła mnie na tyle, że postanowiłam pójść na całość (w głowie wciąż słyszę skandujący tłum z pewnego teleturnieju lat mego dzieciństwa) i spróbować wykombinować. I tym oto kombinowaniem podzielę się dziś publicznie.

Na czym polega owe zimne ramię? Na ścięciu główki rękawa i stworzeniu wycięcia odsłaniającego kawałek ciała. Do tego projeku świetnie pasuje darmowy wykrój, który miałam już przetestować jakiś czas temu. Jest to szablon na prostą sukienkę z zaszewkami i rękawem 3/4, o kształcie litery A. Znajdziecie go tutaj, do pobrania w formacie PDF.

Czy jest to Wykrój Wart Uwagi? I tak, i nie. Na plus można mu zaliczyć przygotowaną w obrazkach instrukcję szycia i gotową tabelę rozmiarów (w calach). Nie zawiera zapasów na szwy. Dodatkowym plusem są gotowe szablony odszycia dekoltu. Osobiście nie ujęła mnie rozmiarówka (według tabeli wymiarów powinno być na styk, w rzeczywistości góra wyszła trochę za szeroka, zarówno na wysokości biustu, jak i ramion), ale jest to dość mocno zależne od naszej figury. Nie jestem też fanką zaszewek, w których wycina się zapas materiału, przy cieńszych tkaninach wygląda to zdecydowanie nieestetycznie.

Jak wykonać „cold shoulder”? Poszłam torem najprostszym: w pierwszej kolejności zmierzyłam, ile z wysokości rękawa chcę się pozbyć oraz jak długi mój rękaw ma być. Najważniejsza kwestia – wykrój „ucinamy” prostopadle względem nitki prostej, zaznaczonej na szablonie:

Przy krojeniu zaznaczamy nacinkami miejsce wszycia rękawa, aby uniknąć dwóch asymetrycznie wszytych elementów. Ewentualne luzy regulujemy gumką wciągnięta w górną część rękawa.

Mimo że miała być sukienka, w końcu powstała bluzka. Materiał, który wykorzystałam do tego projektu to cienka bawełna, zakupiona w SH, pojawiła się już tutaj. Może na zdjęciach tego nie widać, ale wyszła trochę za duża i chyba porozglądam się za kimś, u kogo będzie jej lepiej :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Historia Kopciuszka, czyli krzesło drewniane w nowej odsłonie DIY

Wiecie czemu śmieci w naszym domu wynosi mój mąż? Bo ja zawsze coś znajdę – a to jakąś szafeczkę, a to krzesło. I znalazłam je, samotne i opuszczone, w niedzielne przedpołudnie, czekające na mnie z nadzieją w oczach, czyli nóżkach.

Tak więc wzięłam je pod swój dach i dałam mu nowe oblicze. Jak się do tego zabrać?

Przede wszystkich sprawdzamy stan mebla, który stanął na naszej drodze: czy nie jest połamany, czy nie ma w nim korników ani innych pluskiew, czy jest na tyle stabilny, by trochę nam jeszcze posłużyć. Z używanymi meblami nie jest łatwo, czasem trzeba zainwestować w nie trochę czasu i funduszy, więc musisz uzbroić się w obiektywny krytycyzm.

Zaczęłam od oczyszczenia krzesła za pomocą szlifierki – efekt widzicie na zdjęciach wyżej (zdjęć początkowych oczywiście nie zrobiłam, mea culpa!). Najgorszy etap, bo produkuje mnóstwo kurzu i nie jest wcale tak łatwy dla kobiet, które nie potrafią zrobić poprawnej technicznie pompki. Dodatkowo nie udało mi się dokładnie oczyścić miejsc trudno dostępnych – nie miałam już sił i ochoty doszlifowywać tego ręcznie.

Po odpyleniu zagruntowałam całość najzwyklejszym gruntem do ścian i skleiłam wikolem odklejające się w niektórych miejscach siedzisko. Po kilku dniach dojrzałam w końcu do etapu malowania, z brakiem konkretnej wizji. Zależało mi przede wszystkim na ciekawym kolorze – dlatego też zmieszałam białą farbę akrylową z pigmentami w kolorze czarnym i zielonym.

Do ostatniej chwili wahałam się, czy zrobić przecierki, czy postawić na efekt ombre na nóżkach. Wygrała wersja pierwsza. Po naniesieniu jednej warstwy farby zabrałam się za robienie przecierek: papierem ściernym o gradacji 60 przetarłam w niektórych miejscach, uzyskując ciekawy efekt.

Po ponownym odpyleniu nałożyłam dwie warstwy bezbarwnego lakieru.

Całość projektu zajęła łącznie kilka godzin, w tym najwięcej szlifowanie (nie liczę czasu schnięcia farby i lakieru). Jeśli chodzi o koszta, wyszło około 5 zł – jedyne, co musiałam dokupić to zielony pigment, resztę miałam w domu jako pozostałość po poprzednich projektach.

I tak doszłam do efektu końcowego, totalnej metamorfozy mojego Kopciuszka. Jak widzicie na zdjęciach, żywot matki blogującej prosty nie jest :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Żyrafy do szafy! Wykrój do pobrania PDF + tutorial szycia

Pamiętacie dinozaura? Uszyty na specjalne życzenie Bunia, miał tylko jeden mankament. Mój syn się zdziwił, że ma tylko 2 nogi, przecież powinien mieć 4, jak on będzie chodził? Wtedy udało mi się wybrnąć z twarzą, ale już wiedziałam, że era zabawek 2D odeszła bezpowrotnie. Czas iść dalej i zacząć tworzyć w trójwymiarze!

Żyrafa jest na tyle uniwersalna, że może być prezentem zarówno dla trzylatka, jak i niemowlaka. Do tego jej urok osobisty powala niejednego gagatka – przetestowane na własnym dziecku! :)

Krojenie

Do uszycia żyrafy będziemy potrzebować wykroju, który możecie pobrać w formacie PDF (pamiętaj, że jest on przeznaczony tylko do celów prywatnych):

Żyrafa 1
Żyrafa 2
Żyrafa 3

Użyłam tkaniny bawełnianej oraz kawałków tasiemek i gumki – dobry sposób na posprzątanie zapasów :) Kroimy według wykroju:
- część główna tułowia 2 razy,
- nogi 2 razy,
- stopy 4 razy,
- uszy 4 razy.

Szycie:

***Podana kolejność jest wynikiem zastosowania metody prób i błędów. W pierwszej wersji otwór na wywinięcie zostawiłam na brzuchu, jednak jest to na tyle strategiczne miejsce, że przy intensywnym użytkowaniu szew ręczny może się nieestetycznie rozchodzić. Lepiej otwór zostawić na wewnętrznym szwie jednej nogi – sprawdziłam :) Do uszycia wystarczy nam najprostsza maszyna domowa, szyjemy dość gęsto ustawioną stębnówką (u mnie długość ściegu na poziomie 2).

1. Na początku zszywamy nogi, tak jak na zdjęciu:

2. Łączymy nogi z częściami głównymi. Układamy na jednej części głównej nogi i zszywamy:

Na jednej z nóg zostawiamy kilkucentymetrowy otwór do wywinięcia.

3. Przyszywamy stopy. Dobrze spinamy szpilkami, a jeśli mimo to nie wychodzi równo – spróbuj najpierw przestębnować ręcznie, potem na maszynie.

4. Na grzebiecie układamy tasiemki i spinamy szpilkami.

Przyszywamy blisko brzegu, tylko dla ustabilizowania całości:

5. Zszywamy ze sobą części główne:

Pamiętaj, by ponacinać zapasy szwów na łukach, m. in. między nogami, na głowie, pod pyskiem.

6. Wywracamy, rozprasowujemy, wypełniamy kulką silikonową i zszywamy otwór ręcznie.

7. Zszywamy ze sobą parę uszu i nacinamy zapasy szwów:

Ręcznie zszywamy ostatni brzeg ucha, nadmiar materiału chowając do środka.

Ściągamy lekko i przyszywamy do głowy (miejsca wszycia można sobie zaznaczyć wcześniej kredą krawiecką, ołówkiem lub znikającym mazakiem do tkanin).

8. Oczy możemy zrobić na kilka sposobów: guziki (wersja dla trzylatków), wycięte kółka z filcu lub zwykłe supełki z nitki. Wybrałam opcję ostatnią, ponieważ żyrafowy odbiorca dopiero niedawno się urodził:

Teraz możemy z dumą spojrzeć na nasze dzieło! :) Jako modyfikację, na grzbiecie można umieścić materiałową falbankę, tak jak w moim pierwowzorze:

Tak prezentuje się trójwymiarowa żyrafa, która stanowi część wyprawki Matiego – coś czuję, że jeszcze wiele żyraf przede mną! :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!