Aaaa, kotki dwa…. Czyli co zrobić, by nasze dziecko lepiej spało

Jak sprawić, by dziecko spało? Gdy jest niemowlakiem, nocne pobudki są naturalną sprawą, jednak w miarę upływu czasu powinno być coraz lepiej. Powinno, a często nie jest. Więc jeśli twoje dziecko ma już kilka lat, a ty wciąż nie wiesz jak to jest przespać całą noc – zobacz, co możesz zrobić, by ułatwić wam wszystkim nocne życie. Przetestowaliśmy kilka sposobów, dzięki którym ilość nieprzewidzianych pobudek spadła drastycznie. 

1. Jaki dzień, taka noc

Na szkoleniu w OA uświadomiono nam dobitnie, że wydarzenia z dnia mają kolosalny wpływ na nocny odpoczynek. Wyobraź sobie, że od rana wszystko idzie pod górę. Na dodatek tuż przed snem pokłociłaś się z mężem/chłopakiem/przyjaciółką/rodzicem – powiedzieliście sobie kilka słów za dużo. Leżysz już w łóżku, wszystkie słowa i emocje kotłują Ci się w głowie. Zaśniesz spokojnie? No chyba że jesteś moim mężem, ale to przypadek potwierdzający regułę :)

Od kiedy Bunio poszedł do przedszkola, dbamy by nasze popołudnia były naprawdę dobre. Taki czas, w którym jest rodzina, jest zabawa w chowanego, czasem wspólne oglądanie bajek, robienie kolacji… A nawet wspólne szycie! Bunt na widok wanny? Zamieniliśmy słowo kąpiel na zabawa w wodzie. W naszej łazience możesz znaleźć wszystko, włącznie z miskami i strzykawkami. Dzięki temu obowiązek zmienił się w przyjemność. Dodatkowo warto zaserwować odpowiednią ilość śmiechu przed snem. Niech baterie się naładują!

2. Odpowiednia ilość ruchu w ciągu dnia

Wiem, wiem, mam małego hopla na punkcie aktywności ruchowej dzieci (zawodowego!). Ale powiem jedno – dziecko jest dzieckiem i wybiegać się musi. Ordery dla wszystkich babć i cioć zajmujących się maluchami, ale jak słyszę „nie biegaj, bo się spocisz” to mnie coś trafia. Także kupujemy dziecku parasol i nawet w deszcz – chociaż na 10 minut na spacer!

*** Na marginesie powiem Wam, że poprzedniej zimy byliśmy jedynymi użytkownikami placów zabaw na całym osiedlu. No i nie zdziwiłabym się, jakbym znalazła na YouTube nagranie mojego dziecka brodzącego w kałuży wielkości słusznej, która była główną atrakcją poprzedniego, deszczowego lata.

3. Odpowiednie warunki do snu

Czyli nie przegrzewamy dziecka! Nasz wiercipiętek od zawsze śpi bez kołdry, więc w sezonie zimowym nakładamy mu po prostu cieplejszą piżamę, rezygnując z opatulania pod sam nos. Tak samo kontrolujemy temperaturę w pokoju. I oczywiście wietrzenie! Smog smogiem, ale powietrze w domu w sezonie grzewczym jakością też nie grzeszy. Próbuję też wprowadzać więcej zieleni, jako naturalny filtr powietrza, ale w natłoku obowiązków zawsze zapominam o podlewaniu, no i jakoś tak wychodzi, a raczej więdnie…. Ale kiedyś w końcu to ogarnę! :)

4. Białe szumy

Czy działają? Pewnie nie na wszystkie dzieci. U nas numerem 1 jest inhalator. Używamy go regularnie, robiąc inhalacje z soli fizjologicznej w celu wyczyszczenia noska przed snem. Ale przecież nie będziemy katować biednej maszyny, po kilka godzin na dobę, bo jej mały silniczek tego nie zniesie. Zaczęłam szukać innych rozwiązań: puszczania białego szumu z laptopa („mamo, a może bajka?”) lub telefonu („mamo, kto dzwoni?”), które bardziej rozpraszały niż usypiały Bunia.

Przypadkiem znalazłam Szumisia, który przede wszystkim zachwycił mnie wizualnie – genialny pomysł i perfekcyjne wykonanie. Ale czy sprawdzi się przy prawie trzyletnim dziecku? Postanowiliśmy spróbować. Po kilku tygodniach mogę stwierdzić, że była to dobra decyzja. Nie musimy wstawać przy każdym przebudzeniu, Szumiś uruchamia się sam i szumi przez 60 min. Dzięki temu z 5-6 pobudek nocnych, doszliśmy do 1. Jest różnica, prawda? Tej ostatniej nie jesteśmy już w stanie chyba uniknąć, bo gdy nasz syn przychodzi do nas nad ranem, tłumacząc że on chce się tylko przytulić, bo nas kocha… Nie mam serca zamknąć mu drzwi przed nosem :)

Jeśli jesteś rodzicem, który nie pamięta już jak to jest przespać całą noc, pamiętaj że będzie lepiej. Nie jest łatwo, szczególnie jak masz świadomość, że za 3 godziny musisz wstać i spędzić dzień w pracy, w której nikt nie zrozumie powodu Twojego zmęczenia. Spójrz na Wasz dzień oczami dziecka i postaraj się zrozumieć Jego emocje. A za kilka lat nie zapomnij o 3 w nocy wejść do łóżka swojego nastoletniego już dziecka i poinformować (wystarczająco głośno, by obudzić cały pion), że życzysz sobie cieplutkie kakao. I to w trybie natychmiastowym! :)

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Co można uszyć z pół metra materiału? Przydatne wykroje do pobrania

Zobaczyłam go przy okazji robienia zakupów. Zupełnie przypadkiem wypatrzyłam między rybkami i innymi misiami. Wpadł mi w oko, taki ładny, moro, idealny dla Bunia. Gdy przyszedł po raz drugi podbił moje serce. Materiał, o którym mowa to dresówka (240 g/m) ze sklepu Mamototo.pl, której miałam  pół metra i wykorzystałam na 100%. A że Bunio już rozmiaru słusznego (92 cm), łatwo  nie było. Zobaczcie, co można uszyć z pół metra dresówki.

Po pierwsze: bluza

Wykorzystałam wykrój, z którego powstała już ta bluza. Zrezygnowałam tylko z kaptura, Bunio ma awersję do nakładnia go na głowę, a ja do chowania go pod kurtką (kaptura, nie Bunia). Szyjąc tę bluzę przekonałam się o wyższości plisy dekoltu skorojonej ze skosu. Wszywałam ją trzy razy, zanim poczułam satysfakcję. Ale w końcu nastąpiło szczęśliwe zakończenie.

Po drugie: czapka

Najprzyjemniejsza część całej operacji. Wykrój, sprawdzony przez wielu szyjących, możecie znaleźć na blogu TrzyMamy.pl. Tylko kroić i szyć – polecam!

Po trzecie: komin

Jego szerokość powinna być 2-3 cm większa niż szerokość czapki. Zdecydowałam się na dwie warstwy, moro i beżową dzianinę. Rozum podpowiadał: tyle tutków, sprawdź jak się za to zabrać i zszyć obie warstwy w sposób sensowny. Serce jednak się pospieszyło i nastąpiło prucie. Ale w końcu wyszło.

Tak więc jeśli się zastanawiacie, czy szycie dla dzieci może być oszczędnością – zdecydowanie tak! Czy ktokolwiek kupiłby cały zestaw za kwotę 17 zł? :)

Ps. Zostało tyle:

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Jak nie zniechęcić się do szycia? 4 rady dla początkujących

Szycie jest sztuką, której trzeba się nauczyć. Tak jak każdy rodzaj rzemiosła, wymaga cierpliwości, poświęcenia czasu i energii. Co jednak, gdy początki nie wyglądają tak jakbyśmy chcieli?

Na forach szyciowych pełno jest rozczarowanych dusz, które mimo chęci, upragnionych efektów nie widzą. Tak więc jeśli po pierwszych szyciowych próbach masz chęć spuścić maszynę przez okno (te słowa ledwo co wychodzą spod moich palców), weź głęboki oddech, zrób sobie herbatę i usiądź wygodnie. Oto kilka rzeczy, które warto zastosować, by oszczędzić sobie łez rozczarowania.

Po pierwsze: ZACZYNAJ OD DOBREJ JAKOŚCI

Nie wiem czemu, ale utarł się jakiś pogląd, że jak dopiero zaczynasz szyć, to nie warto inwestować w maszynę. No jasne, rozumiem że może po miesiącu okazać się że jednak to nie twoja bajka, ale dobrą maszynę sprzedasz bez problemu. Przyznam się Wam, że dopiero teraz, po kilku latach regularnego szycia, kupiłam sobie dobre…. szpilki :) Zawsze używałam jakichkolwiek, które wpadły mi w ręce w dyskoncie spożywczym lub pozostawionych u mnie przy okazji robienia komuś szyciowej przysługi. Tak więc zaszalałam i za całe 5,90 korzystam z uroków szpilkowania. Tak samo z igłami do maszyny, nićmi, kredą krawiecką (aktualnie używam mazaków znikających z tkaniny), nie mówiąc o nożycach.

Po drugie: TKANINA TKANINIE NIE RÓWNA

Są tkaniny prostsze i trudniejsze w szyciu. Gdy zaczynasz, dobrze przemyśl sprawę. Ponieważ nic nie rujnuje szyciowych marzeń tak, jak pieniądze wydane na nietrafione materiały. I tutaj nie jest już tak prosto, cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Osobiście mogę polecić dwa sklepy: dresówka w Mamototo.pl, bawełna w Skorpionie. Jeszcze nie przejechałam się na jakości oferowanych tam tkanin (co ważne – produkowanych w Polsce), a wybór wzorów jest przeogromny. Szczególnie dresówki urzekły moje serce, jak nie zakochać się w takich pięknościach?

Po trzecie: FORMA – WYKRÓJ – SZABLON

Jak już mamy materiał, warto by go nie zmarnować :) Dlatego nie polecam bawić się we własne tworzenie form „na oko” oraz odrysowywania od gotowców. Dlaczego nie skopiować czegoś, co dobrze na nas leży? Ponieważ oryginał może a) zmienić formę w trakcie użytkowania (szczególnie zwróć uwagę na ubrania z materiałów elastycznych, które skręcają się wokół własnej osi), b) odrysowany szablon nigdy nie będzie dokładny w 100%, tu nam się coś przesunie, tu ucieknie i po ptakach. Wyjątkiem są sławne spodnie buggy, mniej lub bardziej lubiany krój, ale w wersji dziecięcej. Wiem, wiem, parę rzeczy odrysowałam w swoim szyciowym życiu, ale przy dostępności darmowych wykroi w sieci…. Dodatkowo pamiętaj, że każdy szablon, który trafia w Twoje ręce po raz pierwszy, warto przetestować na materiale o małej wartości (np. prześcieradła czy poszwy za 1zł). Nieraz okazuje się, że testowiec jest naprawdę miły oku, taka niespodzianka :)

Po czwarte: PRZYJMUJ KONSTRUKTYWNĄ KRYTYKĘ NA KLATĘ

Najłatwiej jest się uczyć, gdy ktoś wskaże Ci błąd i wyjaśni jak go naprawić. I tu niezawodne okazują się grupy zrzeszające szyjących, w internecie i mediach społecznościowych. Osobiście mogę polecić dwie: Warszawa Szyje oraz Szycie-Wykroje-DIY. Zawsze znajdzie się jakaś dobra dusza, która odpowie na Twoje pytania, doradzi, wyjaśni. Jednak wśród nich czają się mali złośliwcy, ale tych od razu widać na kilometr. Chociaż jeśli widzę sama, jak ktoś wstawia zdjęcie rzeczy uszytej byle jak, z podpisem „wiem że nieidealna, ale mi się podoba”, to wysyła sygnał podprogowy: nie jestem gotowa na poprawę błędów i taka jakość mnie satysfakcjonuje. Dlatego musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcesz szyć szybko czy dobrze? Bo na początku zazwyczaj jedno wyklucza drugie. Dlatego gdy nie wiesz – szukaj odpowiedzi. Dochodź do precyzji, ale nie spiesząc się. A gdy coś Ci nie idzie, odłóż do jutra :)

I pamiętaj: najlepsi krawcy zaczynali od nauki prostych ściegów i wszywania guzików. Szycie ma być relaksem dla ciała i duszy, czystą przyjemnością tworzenia. Dlatego uzbrojona w anielskie pokłady cierpliwości, rób swoje i się nie zniechęcaj!

Szybkie porządki w torbie, czyli piórnik DIY w pół godziny – tutorial szycia

Ty też nosisz w torbie połowę swojego życia? To że nie mogę znaleźć telefonu czy kluczyków do auta, uważam za zdrową normę. Ale jeśli przez kilka minut poszukuję jednego z dwudziestu długopisów – wiem, że idę w niebezpiecznym kierunku. Dlatego też postanowłam uszyć sobie piórnik. Tak, piórnik. Nie widziałam, że po skończeniu edukacji jeszcze mi się przyda, ale jestem znów w przedszkolu, także… :)

Krojenie

Potrzebujemy dwóch kawałów materiału o wymiarach 24×15 cm oraz zamka o długości 20 cm.

Szycie

1. Zamek jest kilka cm krószy niż odpowiadający mu bok tkaniny. Doszywamy małe prostokąty, o szerokości równej szerokości zamka.

2. Doszywamy zamek do warstwy zewnętrznej. Przypinamy szpilkami, układając zamek prawą stroną na prawej stronie materiału i stębnujemy jak najbliżej ząbków. Powtarzamy dla drugiej strony. Rozprasowujemy.

3. Doszywamy warstwę wewnętrzną. Materiał układamy prawą stroną do środka – do lewej strony zamka, jak na zdjęciu poniżej:

Drugą stronę warstwy wewnętrznej znów układamy prawą stroną do środka, zostawiając otwór na wywinięcie.

4. W tym momencie powinniśmy otrzymać dwa tunele połączone zamkiem:

Składamy na pół, tak aby zamek był równo w połowie i zszywamy 1 cm od brzegów. Wywijamy na prawą stronę, zszywamy ręcznie otwór i rozprasowujemy całość.

I koniec :) Od teraz w torbie zapanuje ład i porządek, a wszystkie dzienniki będą uzupełnione na czas!

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

Dziecko vs restauracja – czy ten plan może się udać?

Odwieczny konflikt, który dotyczy zarówno dzietnych, jak i tych za dziećmi nie przepadających. W internetowych dyskusjach lecą iskry, uprawiane są wzajemne skoki do gardeł oraz emocjonujące pojedynki na epitety określające stronę przeciwną. Więc jak to jest z tymi dziećmi w restauracjach? Wypada czy nie?

Okiem rodzica. Dziecko, jako pełnoprawny członek rodziny, ma prawo uczestniczyć w posiłku poza domem. Jednak zdajmy sobie sprawę, że nie każda restauracja czy kawiarnia jest miejscem, które jest przystosowane do dzieci. Chyba że twój dwulatek potrafi siedzieć przez godzinę w miejscu, kulturalnie uczestnicząc w stonowanej rozmowie. Mój nie umiał i nadal nie umie.

Wyjścia są dwa. Po pierwsze: wybieranie miejsc z kącikiem dla dzieci, w którym możemy zabawić naszą latorośl. Jeżeli restauracja reklamuje się posiadaniem takowego, daje nam jasny sygnał, że dziecię może przyjść z nami. Gorzej, jeśli owy kącik to dwie zabawki na skrzyż, bo i takie się zdarzają. Dlatego warto mieć w torebce książeczkę, najlepiej w ilości sztuk kilka, i podstawowe rozeznanie, w które miejsca warto zajrzeć. A jeśli jesteśmy na wyjeździe – warto spytać w hotelu o miejsca przydatne dzieciom. Opcja nr 2 – jedzenie na wynos lub wyjście bez dziecka. Też się sprawdza! :)

Okiem nie-rodzica. Też byłabym wytrącona z równowagi, gdyby podczas randki zamiast głosu swojego towarzysza, słyszałabym wisk i pisk, pochodzący z paszczy rozżalonego dwulatka. Szczególnie gdy pora już wieczorowa, dziecko zmęczone i marudne, a rodzice niezbyt przejęci całą sytuacją. Ba, może nawet zwróciłabym im uwagę – o ile dziecię nie przebywa w kąciku mu przeznaczonym. Więc jeśli za istnieniami poniżej 15 roku życia nie przepadam, wybieram resturacje owego kącika pozbawione.

Bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że pracuję jako nauczyciel – całe moje wielkie serce i okrągły tydzień pracy wypełniony jest słodziutkimi dziećmi. Może mam problem, o którym chciałam porozmawiać z przyjaciółką, a zebranie myśli w duchu zabawy w berka między stolikami graniczy z cudem. A może mój towarzysz ma plan, ukryty razem z pierścionkiem w kieszeni marynarki i zaraz wypowie zdanie, które na zawsze odmieni moje życie? A potem dostanie po twarzy kawałkiem przeżutego kotleta, wystrzelonym z katapulty krzesełka dziecięcego…

Tak więc równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana, a każdy kij ma dwa końce. Zarówna jedna i druga strona ma swoje argumenty. Dziecko trzeba uspołeczniać, ale nie kosztem innych. Uczyć dobrych manier i zachowania przy stole, ale adekwatnie do wieku. Umieć krytykować i przyjmować krytykę. A do tego dodać trochę empatii międzyludzkiej. Może jestem idealistką, ale wierzę, że uda znaleźć się kompromis.

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!